MAGICZNE RECEPTY NA MIŁOŚĆ, SZCZĘŚCIE I ZDROWIE

MAGICZNE RECEPTY NA MIŁOŚĆ, SZCZĘŚCIE I ZDROWIE

 

Galeria f.a.i.t. oraz exgirls prezentują:

„Niegrzeczne dziewczyny idą tam gdzie chcą…”

Święto Kobiet 2006

Anetta Mona Chisa i Lucia Tkáčová

wernisaż 1 lipca 2006 o godz.18.00

Galeria f.a.i.t. ul. Kamienna 6, Kraków

wystawa czynna do 31 lipca 2006

 

kuratorki exgirls: Magdalena Ujma i Joanna Zielińska

www.exgirls.art.pl

……………………………………………………………………………………………………………………………………..

„Święto Kobiet” staje się imprezą cykliczną, organizowaną co roku przez duet kuratorski „exgirls”, której leitmotivem jest temat obecności kobiet w przestrzeni publicznej.

Kobiety są często postrzegane przez pryzmat własnej seksualności oraz atrakcyjności fizycznej i traktowane jak przedmiot pożądania. Prowadzi to do interpretowania ich sztuki w kategoriach „kobiecych doświadczeń”. Zaproszone przez nas artystki grają z konwencjami „sztuki kobiecej”, przewrotnie wykorzystują strategie stosowane często przez mężczyzn wobec kobiet. Stawiają mężczyzn w sytuacji, w której zwykle znajdują się kobiety, jako przedmiot pożądania i estetycznej kontemplacji. Wystawa podejmuje problem pozycji artystek w świecie sztuki. O czy marzą artystki? Czego się od nich oczekuje?

Anetta Mona Chisa urodzona w 1975 roku, Rumunia. Żyje i pracuje w Pradze. Artystka wideo i performance. Współpracuje z Lucią Tkáčovą, z którą tworzą duet artystyczny i kuratorski. Od 2003 roku prowadzą Galerię HIT w Bratysławie. W 2005 roku wzięły udział w Biennale w Pradze.

Lucia Tkáčová  urodzona 1977 roku, Słowacja. Żyje i pracuje w Bratysławie. Studiowała malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie. Jest asystentką w pracowni Ilony Nemeth. Artystka wideo. Pracuje w duecie z Anettą Mona Chisa.

Prace pokazywane na wystawie:

Porn Video, 2004

Porn Photos, 2004

Home Video, 2005

Late Night Video, 2006

Capital: Magic Recepies for Love, Happiness and Health, 2006

How to Make a Revolution, 2006

Private Collection, 2006

………………………………………………………………………………………………………………………………………

„Niegrzeczne dziewczyny idą tam gdzie chcą…”*

Fragment rozmowy

Magdalena Ujma: Działalność Lucii Tkačovej i Anetty Mona Chisy wydaje nam się bardzo interesująca, bo nie znajdujemy przykładów podobnej sztuki w Polsce. Sztuka artystek w naszym kraju jest łagodniejsza i łatwo wchodzi w stereotypy oraz esencjalizm, czyli w przekonanie, że istnieje jakaś twórczość typowo kobieca, esencja kobiecości po prostu. Czasami zdarza się jej otwarty konflikt z założeniami politycznymi, jak w przypadku Doroty Nieznalskiej, ale to raczej nie ze świadomego zamierzenia, co z powodu niedocenienia możliwości politycznego grania sztuką. Najmłodsze pokolenie wykorzystuje wręcz pewne popularne cechy sztuki kobiet, ale jednocześnie odżegnuje się od ich znaczenia ideologicznego i od feminizmu. To jest jeszcze większy „backlash” niż pokolenie przed nimi. Bo przecież pierwsze w Polsce artystki feministyczne, takie jak Ewa Partum, Natalia LL, które już w latach 60. i 70. wykazywały świadomość feministyczną, od samego feminizmu się odżegnywały.

Joanna Zielińska: Sztuka najmłodszych artystek często ślizga się po powierzchni, nie zagłębia się w tematykę płci. Tak, jak mówisz, korzysta z języka wypracowanego przez feminizm esencjonalistyczny, ale nie po to, żeby o coś walczyć. Nie buduje na tym głębokiej refleksji, nie jest politycznie zaangażowana.

Magdalena Ujma: Jest elementem rynku, odpowiedzią na zapotrzebowanie, ekscytującą erotycznie nowością. W gruncie rzeczy jest to postawa bardzo tradycyjna, odpowiada na zapotrzebowanie heteroseksualnych mężczyzn, którzy podniecają się tym, że młoda laska mówi o pożądaniu, używając świńskich słów.

Joanna Zielińska: Lucia Tkáčová i Anetta Mona Chisa cały czas grają tymi znanymi stereotypami, np. pięknej kobiety, która wszystko załatwi dzięki seksapilowi, potrafi wyciągać profity z tego, że jest ładna. Artystki te są bardzo odważne w tym, co robią, nie boją się krytykować czy nawet kompromitować mężczyzn związanych ze środowiskiem artystycznym.. Uderzają w ich najczulsze punkty, czasem nawet kwestionują ich męskość.

Magdalena Ujma: Ich sztukę można charakteryzować jako postfeminizm. Zaproszone przez nas artystki odnoszą się z wielką ironią do drugiej fali i do szukania specyfiki sztuki kobiecej, co było przecież obosiecznym mieczem. To znaczy: pozwoliło kobietom na uzyskanie głosu, ale z drugiej strony umożliwiło zamknięcie artystek w wygodnym dla całej reszty gettcie. Nagle okazało się, że istnieje oddzielna kategoria – kobiety tworzące sztukę, które realizują zespół cech typowych dla kobiet, takich jak: nielogiczność, dziecięcość, wyrozumiałość w stosunku do innych, łagodność, posługiwanie się nie rozumem, tylko uczuciami. To doprowadzone zostało do absurdu. A taka postawa i taki zespół cech przypisywanych kobiecości wynika przecież z bycia w pewnym miejscu i kulturze. To, co nam się podoba, to śmiałość wyjścia z tego getta, pozbycia się etykietki swoistości, która je określa. Tkáčová i Mona Chisa cały czas posługują się etykietką, ale kontestatorki i burzycielki, komentatorki tego jak funkcjonuje scena artystyczna.

Joanna Zielińska: Podoba mi się to, że są bardzo bezwzględne w tym, co robią, nie mają skrupułów . Powiedziałaś, że to jest żeńska wersja Supergupy Azorro i chyba coś w tym jest. Tylko, że oni  bardziej skupieni są na uniwersalnej refleksji – przynajmniej tak chcą być postrzegani. Dla dziewczyn ważna jest też ich płeć.

Magdalena Ujma: W przypadku dziewczyn podoba mi się także i to właśnie, że posługują się useksualnionym językiem. To jest kpina z tego, jak jest postrzegana kobieta w przestrzeni publicznej, że jest zawsze sprowadzona do płci i przez to jest dyscyplinowana. Nie może być za bardzo seksualna, musi się sama pilnować. One nie boją się pokazywać swojego zainteresowania seksem i mężczyznami, że są kobietami, które potrafią pożądać, że są heteroseksualne. Z drugiej strony nie popadają w drugą pułapkę kompletnego useksualniania kobiet, pójścia w porno. To widziałyśmy w Czechach – tam bardzo często sztuka popada w taką skrajność. Kobieta grając rolę gadżetu seksualnego staje się takim gadżetem. Staje się przedmiotem mimo, że usiłuje nadać temu cudzysłów, gra seksualnością nie w roli podmiotu, a przedmiotu jest tak silna, że nie jest się w stanie nad nią zapanować.

Joanna Zielińska: U nich również występuje tego typu ryzyko – interpretowania jej w drugą stronę, nawet gdy gra jest tak oczywista. Stereotypy myślenia o sztuce tworzonej przez artystki są bardzo silne. Filmy Lucii Tkáčovej i Anetty Mona Chisy mogą być odczytane na poziomie podniecających filmów robionych przez piękne kobiety. Ich wystawa w Galerii Jeleni w Pradze to był wielki skandal (2005, „Nonstrategic Scenarios: The Red Library”). Dziewczyny podporządkowały wszystkich ważnych artystów i krytyków kategoriom związanym z kobiecym pożądaniem.

Magdalena Ujma: Ocenianiem walorów seksualnych mężczyzn przez kobiety doskonale skomentowały pewną logikę życia artystycznego, która jest zawsze podskórna, o której się nie mówi, bo nie wypada, a to ona gruncie rzeczy napędza życie towarzyskie i środowisko artystyczne. Tylko, że zwykle działa to w inną stronę, bo to są mężczyźni którzy biorą sobie wielbicielki, dowartościowują się istnieniem artystycznych grouppies, prowadzą towarzyski tryb życia. Kategorie, według jakich nasze artystki oceniały kolegów, były bardzo dowcipne: „mężczyzna, z którym możemy uprawiać seks tylko na wyspie bezludnej” albo „seks tylko w celu przedłużenia bytu ludzkości”, „zawsze i wszędzie”, „seks bez przyjemności”…

Joanna Zielińska: Wystawa Lucii Tkáčovej i Anetty Mona Chisy w Galerii Futura w Pradze (2006, „Ortografio de Potenc”) była z kolei o wiele grzeczniejsza. Nie wywołała skandalu. Wystawa ta wchodzi w analizę pozycji artysty w świecie sztuki.

Magdalena Ujma: Pod tym względem wystawa wydała mi się ciekawa, bo poruszyła nośny wątek dla artystów ze Wschodniej Europy. Wątek autoironiczny, który mówi o wasalności Wschodu względem Zachodu. O marzeniu wschodnich artystów żeby zaistnieć na Zachodzie, o podrzędności, podlizywaniu się kuratorom. Sztuka dziewczyn jest o tyle interesująca, że mówi o podwójnym wykluczeniu. O artyście, który jest równie zdolny jak ten z Zachodu, ale nie może zrobić kariery, osiągnąć wymarzonego sukcesu rynkowego. Nie tylko dlatego że jest ze Wschodu, ale również dlatego, że jest kobietą.

Joanna Zielińska: Lucię Tkáčovą i Anettę Mona Chisę pokazujemy na tegorocznym „Święcie Kobiet”, które organizujemy w lipcu. W pewnym sensie wycofujemy się z aktywnego uczestnictwa w obchodach 8 marca – Międzynarodowego Dnia Kobiet. Mamy też nadzieje, że sztuka zaproszonych przez nas artystek z Czech i Słowacji oddziała na refleksję feministyczną w Polsce, zaszczepi jakieś inne, mniej zamykające kobiety w pewnym typie twórczości myślenie.

Magdalena Ujma: Trzeba tutaj dodać, że w 2004 i 2005 roku organizowałyśmy w Krakowie wydarzenia artystyczne z okazji 8 marca. Nazwałyśmy je w sposób dość oczywisty – Świętem Kobiet. W tym roku jednak postanowiłyśmy przenieść naszą imprezę z marca na lipiec. Obchody 8 marca – poprzez wydarzenia klubowe i artystyczne, nie mówiąc już oczywiście o Manifach – rozmnożyły się tak bardzo, że nie czujemy już potrzeby, żeby się do nich przyłączać. Chcemy problematykę kobiecą i w ogóle związaną z płcią rozciągnąć na resztę roku.

Kraków, marzec 2006

*Tytuł został zainspirowany książką Ute Ehrhardt „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”, Warszawa 2003.

Pełna wersja rozmowy została opublikowana w internetowym wydaniu „Obiegu”: www.obieg.pl