POWIERZCHNIOLOGIA

POWIERZCHNIOLOGIA///
SUPERFICIOLOGY/// ROMAN DZIADKIEWICZ

W ramach głównego pasma Conrad Festival zapraszamy na spotkanie i dyskusję na temat książki. Udział biorą: Ewa Majewska, Roman Dziadkiewicz, moderuje: Anna Kałuża. Fragmenty traktatu czyta (ze wsparciem elektrycznym i elektronicznym) Marcel Borowiec. Wydarzenie stanowi także premierę angielskiej edycji traktatu pt. „Superficiology” w tłumaczeniu Piotra Mierzwy i redakcji Philipa Palmera (F.A.I.T. 2016).
Podczas spotkania będzie można otrzymać numerowany egzemplarz książki (ilość bardzo ograniczona).

Pałac Czeczotki (róg Wiślnej i Anny)
Środa 26.10.2016 g. 13.00

Zapraszamy!

„Superficiology” (pl. Powierzchniologia) to długoterminowy projekt, którego zwieńczeniem jest minipowieść s-f – pofragmentowana narracja, oparta na przepisywaniu na język literatury doświadczeń z materialnością i formami nowoczesności, sztuki, kultury wizualnej i przemysłu kulturowego. Opowiada ona o świecie spełnionej utopii, gdzie panuje piękna pogoda, równość, transparentność i melancholijne szczęście…

 

Roman Dziadkiewicz

Superficiology [pl. Powierzchniologia]

english translation: Piotr Mierzwa

wydawca: F.A.I.T.

ISBN 978-83-923248-0-5

art-book

nakład 134 egz. numerowane i sygnowane.

format: 185×186 mm

120 stron

okładka miękka z obwolutą

data premiery: 26.10.2016

cena 100 zł

(+ edycja pl gratis)

Oprócz tekstu powieści-traktatu, książka zawiera mini-esej Dominika Kuryłka „Visual Fabric” oraz – srebrne w edycji angielskiej i barwne w edycji polskiej – ilustracje.

Edycja angielskie dostępna jest na tradycyjnych warunkach wymiany towarowo-pieniężnej. Osoby kupujące „Superficiology” i chcące otrzymać dodatkowo, bezpłatnie „Powierzchniologię” w wersji polskojęzycznej prosimy o zaznaczenie tego przy składaniu zamówienia.

Powieść w wersji elektronicznej można bezpołatnie pobierać np. tu:
https://www.dropbox.com/s/4g4syek54jb7w0l/powierzchniologia_ebook_pojedyncze.pdf?dl=0

 

http://conradfestival.pl/
http://placecalledspace.org/

 

 

MONEY MAKES THE WORLD GO ROUND

MONEY MAKES THE WORLD GO ROUND

ul. Karmelicka 28

31-128, Kraków

 

„Money makes the world go round,

the world go round,

the world go round…“

Edmund Piper, Eiko Sabela

Współczesność jest dość nietypowo ukierunkowanym okresem w dziejach ludzkości, ponieważ zamiast w przyszłość zaczelismy coraz bardziej zwracac sie ku przeszłości. Coraz mniej pojawia się rewolucyjnych haseł chcących zniszczyć wszystko co było i rozpocząć nową erę. Zamiast tego obserwujemy powroty do pewnych zaistniałych już kiedyś tradycji. Coraz chętniej porównujemy czasy obecne do tego co już było i szukamy porównań dla obecnej sytuacji w historii. Wystawa w Galerii Fait również przepełniona jest tego rodzaju odniesieniami. Nie ma w niej jednak nostalgii. Jest za to realizm, brutalność, poza.

Edmund Piper to August Sander dzisiejszego Berlina. Każda z fotografii nosi imię osoby portretowanej. Wskazuje to na bardzo indywidualne i osobiste traktowanie  każdego modela, ale też na osobisty stosunek pomiędzy osobami znajdującymi się po obydwu stronach aparatu. Fotografie Pipera na pierwszy rzut oka zdają się być odwzorowaniem rzeczywistości tych ludzi. W pośpiechu uchwycona chwila intymności. Jednak ogromna ilość odniesień i wizualnych kodów w każdej z nich, każe nam podejrzewać, że są one precyzyjnie wyreżyserowane. Przypominają kadry z filmu. Raz Kieślowski, innym razem Tarantino, niekiedy Von Trier. Każdy z portretowanych, jak aktor na planie filmowym, odgrywa przed aparatem sceny z własnego życia.

Edmunda Pipera zalicza się do nurtu zwanego Nowym Berlińskim Realizmem. Przedstawicieli tego nurtu cechuje specyficzny sposób zestawiania ze sobą poetyki i delikatności obrazu z brutalnością, obscenicznością i seksizmem. Porównywany jest do realizmu lat 60tych charakterystycznego również dla artystów berlińskich,  który miał być alternatywą dla rodzącego się i szybko zdobywającego popularność popartu. Podobnie jednak jak tamten, Nowy Berliński Realizm czerpie z kultury popularnej pełnymi garściami tworząc niekiedy złośliwe, niekiedy ironiczne a często brutalne obrazy współczesnej rzeczywistośći.

Zupełnie inne wydają się być fotografie Eiko Sabeli. W odróżnieniu od fotografii Pipera nie niosą ze sobą odniesień filmowych. Zamiast tego przypominają sceny z wielkiego, eklektycznego, spektaklu teatralnego. Obraz Sabeli utkany jest odniesieniami do tradycyjnych tematów malarskich: ecce homo, martwa natura, portret reprezentacyjny, akt, autoportret. W tle majaczy ostatnia wieczerza Leonarda da Vinci. Manieryzm, przesyt i dekadencja zamknięte w jednym obrazie. Spełnienie marzeń o bogactwie i potędze jest jednocześnie symbolem schyłkowości, przemijalności i cierpienia.

Jednak tytuł wystawy nie jest tylko przywołaniem znanego frazesu o potędze pieniądza. Jest on odesłaniem do Berlina lat trzydziestych. Do Berlina będącego centrum kultury i rozrywki ówczesnej Europy. Jest przywołaniem obrazu wspaniałych nocnych kabaretów i  gorzkich ludzkich losów. Dziś, podobnie jak w latach 30tych Berlin jest centrum kulturalnym i artystycznym. Atmosfera tego miasta ponownie zaczyna wabić ludzi pragnących spełniać swoje marzenia. To co łączy te trzy epoki berlińskiej historii to występowanie obok siebie cierpienia i spektaklu, realizmu i groteski, brutalności i poetyki. Wieczny powrót…  jak w refrenie.

Magdalena Kownacka

makabresku

 

LAURA MAKABRESKU/// KSIĘŻYC JEST TYLKO DLA DOROSŁYCH

Baśnie często zaczynają się śmiercią. Umarł młynarz i zostawił młyn, osła i kota. Umarł król i trzech synów wyruszyło w świat. Umarła matka i zostawiła dziewczynkę imieniem Marysia. Śmierć rozpoczyna opowieść. Oznajmiana jest krótkimi zdaniami, bez emocji. Dawno dawno temu, bez miejsca i czasu, wszędzie i nigdzie, ostatniego dnia starego roku, umarł ktoś dając pole i motywy do działania bohaterom baśni.

W baśniach ukryte są pierwotne instynkty. Są zapisem zbiorowej pamięci i wykładnią moralności z czasów, kiedy chrześcijańska koncepcja linearności życia człowieka i jego pozycji w świecie nie dominowała, a śmierć była naturalnym elementem kolistej struktury czasu. Drastyczność szła w parze z rozbuchanym erotyzmem, jako że seks był najskuteczniejszą bronią przeciwko śmierci. Baśń utrwala zasadnicze elementy ludowego światopoglądu: wiarę w nieustającą ingerencję mocy nadprzyrodzonych oraz antropomorficzną wizję przyrody. Bohater swobodnie przekracza granice między światem opartym na realistycznym porządku a sferą działań sił nadprzyrodzonych.

Laura Makabresku kondensuje baśń do kadru. Jednej sceny, w której rozgrywa się wszystko. Jest bohaterka istniejąca pomiędzy światami. Piękna i mroczna. Jej seksualność oscyluje pomiędzy dziewczęcą fantazją erotyczną i rozbuchanymi instynktami natury. Jest w dziecięcy sposób zafascynowana śmiercią. Jej krainę zaludniają zwierzęta, potwory, ludzie w maskach zwierząt, przedmioty –wszyscy  jako równorzędni mieszkańcy. Porządki świata przeplatają się ze sobą. Śmierć w tej krainie jest wyzwalająca, jest rodzajem dobrego snu w który zapadamy szukając wieczności i która istnieje w nas jak gwiazdozbiory wyrysowane na ciele bohaterki. Motywy i sceny powtarzają się. Obsesyjnie powracają wątki. Jest trwanie poza czasem, wszędzie i nigdzie, nigdy i zawsze, w siedemdziesiątej siódmej krainie. A wieczność jest tak samo okrutna jak śmierć.

Piękno baśni jest nierozerwalnie związane z tabu śmierci i seksu, z pierwotnością nieokiełznanej natury człowieka. „Baśń ma w sobie coś ze Światła: uspokaja, zaczarowuje, ale ma swoją drugą, okrutną stronę, w której czai się niepokój. Są baśnie, po których przechadzają się potwory.“ Usypiające dziecko zaklina księżyc, żeby zgasł, ponieważ księżyc wraz ze światłem przynosi cienie rzeczy, melancholię, które wkradają się do snu. „Księżyc jest tylko dla dorosłych“.

Magdalena Kownacka

JAN DURINA

JAN DURINA/// SOMETIMES I FIGHT / Czasem walczę, czasem rezygnuję

 

Fotografie Jana Duriny to stany emocjonalne opisane w geście, w kompozycji, w barwie i fakturze rzeczy. Precyzja tych fotografii przypomina konstrukcję wiersza, którego prosta i jasna struktura tworzy rusztowanie dla złożonch, ponadwerbalnych komunikatów. Fotografie te są portretami bezsenności, wyobcowania i lęku. Są sennymi obrazami pełnymi symboliki, sensualności i podświadomych znaczeń. Ubranie każdego z tych stanów w kompozycję pozwala go ujarzmić, poznać jego naturę, dynamikę i charakter. Durina pozwala je też odczuć zmysłowo poprzez szorstkości ptasich piór, rześkoś powietrza, ostrość ścierniska, miękkość tkanin czy ciepło ludzkiej skóry.

W kompozycjach Duriny można dostrzec odwołania do ikonografii chrześcijańskiej, literatury i wątków mitologicznych. Jest scena opłakiwania, jest figura ecce homo, są upadłe anioły, nagie nimfy i boginie zaklęte w ptaki. Lecz to co interesuje Jana Durinę, to nie historie czy wątki niesione przez te podania, ani nie ich sens religijny, ale skrajne ludzkie stany emocjonalne, które one konotują. Archetypiczne figury, tak jak poprzednie elementy struktury przedstawienia, stają się ucieleśnieniem poszczególnych nastrojów i uczuć. Formą ułatwiającą ich komunikowanie.

I tak praca „Migrena“, to gwałtowny ruch, napięcie, które powstaje, ale w końcu gaśnie – jak gwałtowne gesty modelek. Zdecydowany czerwony akcent buduje siłę tych zdjęć i ich emocjonalność. Jest dominantą, która zmusza widza do koncentracji tylko na tym fragmencie przedstawienia, jak ból, który absorbuje całą świadomość. Ból, który przeszywa jak chłód wody uderzającej zimnymi kroplami w nagie ciało. Z drugiej strony fotografia bez tytułu z cyklu „Dusze“, opiera się na dominujących statycznych poziomych i pionoych liniach, rozbijanych jedynie przez ciemne postaci na drugim planie. Skromna gama barwna usypia i rozprasza – jak melancholia. Na pierwszym planie stoi mężczyzna – uosobienie Harry‘ego Hallera z „Wilka stepowego“. Stoi prosto, choć nipewnie, otulony czarnym miękkim swetrem. Powietrze jest świerze i chłodne. Chwila ciągnie się w nieskończoność.

JD7

dizajnmuzeum II

DIZAJNMUZEUM II. OŚWIECENIE

Dlaczego Dizajnmuseum II? Dlaczego Oświecenie?

Agata Antonowicz

Wystawa Dizajnmuseum II. Oświecenie kontynuuje problem wystawiennictwa dizajnu podjętego przed rokiem podczas wystawy Dizajnmuseum Bartosza Muchy. Pojawiła się wtedy kwestia wyboru medium prezentacji wzornictwa – realny przedmiot, fotografia, dokumentacja. W Dizajnmuseum II zwiększa się skala przedsięwzięcia, dochodzi aspekt masowej produkcji, który stawia nas przed problemem, jak pokazać taki przedmiot w galerii sztuki?

Naszą propozycją jest pokazanie całego tematu projektowania, jakim jest oświetlenie. Taka prezentacja zagadnienia pozwala spojrzeć na nie z szerszej perspektywy, gdzie pierwiastek użytkowości jest tylko jednym z wielu.

Dlaczego Oświecenie? Przede wszystkim dlatego, że jest to pierwotna funkcja światła: umożliwić widzenie przedmiotów w ciemnej przestrzeni. Światło to przede wszystkim lampy, ale także wszystko, co jest jego źródłem: materiały, technologie, czy w końcu same inspiracje, które mogą, ale nie zawsze muszą prowadzić to powstania gotowego produktu. Oświecenie, a nie na przykład świecenie czy też lampy są tytułem wystawy, gdyż chodzi tu bardziej o przekazanie czegoś więcej – ogromnych możliwości, jakie obecnie dają nam technologie oświetlenia i pomysłowość, z jaką wykorzystują je projektanci.

Termin ten nie ma dla nas znaczenia filozoficznego i nie odnosi się w tym wypadku do krytyki rozumu oświeceniowego. Oczywiście oświecenie, jak i samo światło, ma tak rozbudowaną stronę symboliczną, że nie było możliwe uniknąć jego metaforyczności. Wątek ten przewija się w pracach będących bardziej akcjami artystycznymi niż projektowymi.

Przyglądając się sytuacji młodego polskiego dizajnu, zaobserwować można szczególnie intensywny rozwój właśnie w dziedzinie oświetlenia. Projektanci często wygrywają międzynarodowe konkursy, a ich produkty stają się częścią zagranicznych kolekcji. Odważnie i efektywnie wykorzystują też niekonwencjonalne materiały, jak folia pcv, diody, tektura czy szkło, sami też szukają możliwości realizacji swoich pomysłów poprzez opracowanie własnych technologii produkcyjnych czy też innych sposobów wspomagających powstawanie przedmiotów. Wiele z nich pod względami wymagań technologicznych i estetyki wykonania jest potencjalnie wprost idealnym połączeniem drogiego dizajnu i produkcji seryjnej. Inne z kolei wykorzystują najnowsze rozwiązania techniczne, które z powodzeniem można stosować na masową skalę. Dla prawidłowego funkcjonowania wszystkich dziedzin wzornictwa konieczna jest jednak ich promocja, której efektem będzie między innymi współpraca projektantów z producentami. Stąd na wystawie oprócz dizajnerów, w różnym stopniu związanych na co dzień z projektowaniem oświetlenia, oraz artystów, którzy z dizajnem mają niewiele wspólnego, pojawiają się także producenci zajmujący się światłem na skalę przemysłową. Oprócz wzornictwa unikatowego z pogranicza sztuki i dizajnu oraz projektów czysto artystycznych, pojawiają się też przykłady nowego wykorzystania technologii produkowanych masowo. Wprowadzenie tego aspektu ma za zadanie stworzenie dogodnych warunków spotkania twórców każdego typu projektowania – od unikatowego po masowe. Jednocześnie cała artystyczna otoczka stworzona wokół przedmiotu, impresje na temat światła, pomysły i eksperymenty, czasem niemożliwe do zrealizowania, manifestują możliwości kreacyjne wzornictwa.

 

 

Karolina Kolenda

Historia światła, jakim znamy je obecnie, jest właściwie bardzo nowa. Jego natura przestała być tajemnicą dopiero na początku XX wieku, a i sposoby jego produkowania zmieniły się znacząco i rozwinęły w tym samym czasie.

Światło dociera do naszych oczu, dzięki czemu możemy dostrzegać to, co dzieje się wokół nas. W czasach starożytnych jednak nie było to oczywiste. Empedokles głosił, iż promień świetlny produkowany jest w oku – małej latarni, a następnie wysyłany na zewnątrz, co pozwala ludziom widzieć. Ów ogień w oku miała rozpalić Afrodyta, która uformowała ludzkie oko. Dopiero średniowieczny arabski uczony Alhazen słusznie uznał, iż źródłem światła jest Słońce lub ogień. Uważał on także, że światło jest zbiorem cząsteczek – pogląd, który podzielali następnie najwięksi uczeni na czele z Isaakiem Newtonem. Dopiero na początku XIX wieku odkryto, iż światło rozchodzi się w postaci fal, a nie samodzielnych cząsteczek, a prawdziwie rewolucyjne odkrycia, łączące teorię korpuskularną z teorią fal, nadeszły dopiero w XX wieku wraz z rozwojem fizyki kwantowej.

Podobnie wygląda historia oświetlenia. Lampka oliwna była stosowana już 4,5 tysiąca lat temu i przetrwała, ulegając pewnym zmianom, aż do wieku XIX, kiedy to zastąpiono ją lampą naftową. Jednak dla nas historia oświetlenia rozpoczyna się właściwie wraz z wynalezieniem żarówki. Szybko po niej pojawiają się świetlówki, neony itd.

Jednocześnie rozszerza się także zakres funkcji pełnionych przez źródła światła. Pojawiają się nowe: od promieni X stosowanych w medycynie po samookreślający się przedmiot w sztuce konceptualnej.

Wystawa „Oświecenie” to komentarz na temat najnowszej historii światła. Jednak, nie było możliwe, by zupełnie odciąć się od jego najstarszych dziejów. Światło jako tajemnicza siła, dar zesłany przez boga (w wielu religiach) i jego fizyczny znak, umożliwiający nam poznanie i świadomość, to wątek tyleż stary (starożytny), co zadziwiająco żywotny. Ładunek skojarzeń, jakie przywołuje światło, jest wielki, jednak – co także ma pochodzenie starożytne – niemal wszystkie mają wydźwięk pozytywny. Światło daje poczucie bezpieczeństwa, odgania pierwotne lęki. Lampa staje się najlepszym przyjacielem w samotną noc w pustym domu, co jest głównym motywem powstania pracy Małgorzaty Małeckiej. Tutaj jednak zbawienne, ”odstraszające” działanie światła zostaje zwielokrotnione i dodatkowo wzbogacone o możliwość dotyku i bycia otoczonym przez formy, które wzorowane były na robaczkach świętojańskich. W pracy Bogny Sroki wrażenie jest podobne – widok świecącej szpary w drzwiach w ciemnym korytarzu spotyka się z westchnieniem ulgi.

Według innego, równie mocno zakorzenionego w tradycji spojrzenia, światło jest utożsamione z prawdą – jako to, co umożliwia poznanie, co nas oświeca, odkrywa to, co chcemy sami odkryć lub to, co chcemy zakryć. Ten aspekt między innymi porusza praca Przemka Czepurko. Poznania, odkrywania, oświecania – w tym odkrywania natury samego światła i jego źródeł – dotyczy także komiks Bogny Sroki, w którym poznanie prawdy na temat światła, umożliwia także znalezienie własnego punktu odniesienia w otaczającym świecie, określenia własnego rozmiaru wobec zjawisk, które wcześniej wydawały się wielkie i tajemnicze.

Charakterystyczne dla najnowszej historii oświetlenia – kiedy to żarówka stała się najczęściej używanym źródłem światła, uzyskując jednocześnie status symbolu epoki elektryczności, a także przejmując cały zestaw symboliki i skojarzeń związanych z „przebłyskiem geniuszu”, „oświecaniem”, czy wiedzą po prostu – jest także pojawienie się nowej ikonografii w obrębie oświetlenia. Ikonografia ta zawiera typowy schemat lampy (podstawa+żarówka+abażur) i wariacje na ten temat. Jeśli jednym z większych wyzwań dla projektanta jest własny oryginalny pomysł na aranżację tego schematu, można także zachowując kształt najbardziej typowy, dokonać innowacji na terenie funkcji i użycia nowych źródeł, o czym przekonuje nas Bartosz Mucha w swojej serii Poor Lamp, gdzie światło komputerowego monitora i zwykłe światło dzienne potraktował jako „inną lampę”. Odmiennym rozwiązaniem posłużyła się Maria Bujak, nawiązując formą swej lampy do najlepiej znanego nam źródła światła – Słońca, które ukazała jako zmienne, przechodzące kolejne fazy zaćmienia. Innym sposobem przełamywania stereotypów jest poszukiwanie estetyki wpisującej się w otoczenie, jak ma to miejsce w przypadku Magdy Guzik, której lampa Lithe nawiązuje kształtem do poruszonej wiatrem łodygi, dopasowując swój „rytm” do otoczenia, a w domu stając się elementem tworzonej przez mieszkańców „swojskości”.

Kolejnym rozwiązaniem jest tworzenie nowej estetyki za pomocą nowych technologii. Innowacyjne technologicznie materiały przełamują opór tradycyjnego abażuru, który zostaje zdetronizowany przez dmuchaną folię PCV (Puff-Buff), elementy z pleksji (Maria Korzeńska, Katarzyna Pawlik), diod LED (Michał Radziemski, Emandes, PowerLED), światłowodów (Maciej Jurkowski) a nawet materiałów „z odzysku” (GoGo).

 

Dr hab. Prof. Piotr Bożyk

Obmyślanie i tworzenie przedmiotów, jeżeli jest sztuką, przynosi twórcom i odbiorcom możliwość przebywania w szczególnym polu, w którym czas, przestrzeń, wielkości, skojarzenia, obrazy, faktury, zapachy, dźwięki, radość, ból, nuda i uniesienia, faktycznie przeżyte i możliwe doświadczenia – swobodnie, z pełnym przyzwoleniem stają się dostępne,

zrozumiałe, wzajemnie splecione, wzajemnie się tłumaczą, ukazują wspólne cechy, wspólne formuły. Przebywanie w tym polu to ulotna chwila rozumienia mowy materiałów, szansa zrozumienia zasad rządzących ich zgodą na przetworzenie, na takie lub inne sąsiedztwa, na stawanie się spójną częścią nowej całości, to również szansa porównania zgodności intencji twórcy z możliwymi przeżyciami i losem odbiorców, użytkowników.

Sens przedmiotów, których powstanie wiązało się z polem sztuki, oprócz ich założonej funkcji, zawiera się również w roli swego rodzaju medium, dającego użytkownikowi szansę przeżycia twórczego rezonansu, jakiegoś momentu olśnienia, klarowniejszego dostrzeżenia mozaiki intencji, uczuć, reguł i przypadków rządzących światem ożywionym i nieożywionym, kontaktami między ludźmi, także w obecności i przy współudziale przedmiotów.

Każda wystawa sztuki, już choćby przez samo umożliwienie przebywania w jednym czasie i miejscu wśród wielu dzieł, tworzy niezwykłe pole, dające szansę dla pobudzenia widzów do własnej twórczości /w jakiejkolwiek dziedzinie/ lub zrozumienia czegoś dotąd niewyraźnego, trudnego, jakby wyrażonego w nieznanym języku.

Szczególny potencjał tkwi w często bezinteresownej, świeżej, pozbawionej rutyny i lęków twórczości młodych ludzi. Dodatkowe znaczenie ma również sam zbiór przemyśleń i przeżyć zawarty w obiektach, których istotnym elementem jest światło. Dotyczy to nie tylko samych emitujących światło przedmiotów, ale i skutków ich aktywności – tworzenie nastroju, wpływanie na wyjątkowość oddziaływania danego wnętrza oraz postrzegania ludzi i przedmiotów.

Światło jest tutaj zarówno kształtowane jak i kształtuje to, co oświetlane.

Lampa, nawet gdy nie świeci, wpływa na odbiór wnętrza, jest świadkiem ale bywa i współtwórcą wydarzeń. Projektowanie oświetlenia i obiektów z istotną rolą światła to duże wyzwanie i duża radość. Takie doświadczenie powinien przeżyć każdy projektant.

Mam nadzieję, że pole tej wystawy będzie wyjątkowo mocne i pozytywne.

 

WORST PHOTOS WE’VE EVER TAKEN/ NAJGORSZE ZDJĘCIA


WORST PHOTOS WE’VE EVER TAKEN/ NAJGORSZE ZDJĘCIA

galeria f.a.i.t.

ul.Kamienna 6

Kraków

12.05.- 4.06.2006

„Borkenhagen twierdzi, że zła sztuka szkodzi zdrowiu.“ 

/z filmu Cory Piantoni pt. „The worst artwork“/

Witam serdecznie na wystawie najgorszych fotografii.

Dwa lata temu przeczytałem o wystawie moich zdjęć zdanie, skądinąd bardzo słuszne, że to „droga efektowna acz niebezpieczna”. Występowałem wtedy w „beztroskiej” roli artysty. Obecnie chciałbym się posunąć dalej i jako kurator sprowadzić na tę drogę innych.

Mam nadzieje,że pan Borkenhagen nie miał racji I wszyscy opuszczą wystawę w dobrym zdrowiu.

Chciałbym jednak usprawiedliwić się odrobinę z lekkomyślnego prowokowania tak niebezpiecznej sytuacji.

Otóż dlaczego najgorsze zdjęcia? Moje pobudki wynikają tutaj z czystej przekory, popartej jednak jakim takim doświadczeniem w posługiwaniu się fotografią i przynajmniej próbą zgłębienia jej roli jako środka wypowiedzi w sztuce współczesnej. Oprócz przekory? Oprócz przekory, to oczywiście z chęci prowokacji. Kogo i po co? Artystów , po to żeby zrobić dobrą wystawę, ponieważ wiem o tym, że „odwrócenie kota ogonem” i praca nad „złymi zdjęciami”, ze „złymi zdjęciami” albo o „złych zdjęciach” może przynieść rezultaty, których naprawdę nikt się nie spodziewa. Chciałem zaproponować  zawrócenie na moment z pewnej drogi i namówić do chwilowego „regresu” który może doprowadzić do czegoś nowego, nieprzewidywalnego, zaskakującego. Pokazując „najgorsze” liczę na to, ze uda się znaleźć w nich cos więcej niż w tych najlepszych, które osobiście mnie nudzą. „Złe” fotografie na pewno nie wpisują się w żadną konwencje, którą przecież już jest nawet „lomografia”. Dlatego tym bardziej pociągające jest pokazanie takiej właśnie wystawy w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie.

Nie chodzi mi jednak o to by pokazać najgorsze zdjęcia jakie „udało” nam się zrobić, ale zależy mi na efektach tego do czego popchnie artystów rozważanie na temat „złych” zdjęć, lub „zlej fotografii”. Zależy mi na zbudowaniu wystawy na podstawie wielu subiektywnych reakcji i wypowiedzi na temat „ tych najgorszych”, będących wolnymi od nieprzychylnej krytyki, czy oceny widza który dobrowolnie decyduje się na ich oglądanie.

Wystawa do oglądania  której Was zapraszam jest eksperymentem. próbą zdjęcia z fotografii ciężaru jej doskonałości, a z artystów obawy przed oceną widza i przed powagą medium. Dzięki temu pozwala na wolność nieograniczoną żadnymi ramami.

Gaweł Kownacki

Marcin Przybyłko__________„Wesoła nowina” Marcin Przybyłko after Wojciech OLKUŚNIK

Prezentowane przez Marcina Przybyłkę zdjęcie „Wesoła nowina” to powiększona do wielkich rozmiarów fotografia prasowa przedstawiająca zawarcie koalicji rządowej  potwierdzone symbolicznym uściskiem dłoni pomiędzy koalicjantami. Poprzez zawłaszczenie zdjęcia z gazety popartego słynnym „after” w tytule,  Przybyłko w bezlitosny sposób daje do zrozumienia, że to właśnie w codziennych gazetach znajdziemy te „najgorsze” zdjęcia. I tak właśnie jest – „Wesoła nowina” wręcz obrzydza obłudą i sztucznością sytuacji uchwyconą w uśmiechach, pozach i spojrzeniach fotografowanych.  Wielokrotnie powiększony raster drukarski  i staranne wydobycie  kolorów przez Przybyłkę dodatkowo potęgują  efekt.  Zdjęcie, które w symboliczny sposób ma być dowodem zawartego porozumienia stanowi tak naprawdę jego karykaturę. I chociaż jest ono osadzone w aktualnym kontekście politycznym Polski trudno nie zauważyć uniwersalności tej fotografii o czym świadczy chociażby wiszące obok zdjęcie reklamowe wykonane Holgera Salacha, które równie mocno poraża swą sztucznością.

 Holger Salach__________Bez tytułu

Wykonanie tego zdjęcia, zlecone artyście przez firmę reklamową, było dla niego „przykrym obowiązkiem”, odrywającym go od pracy artystycznej i jako takie nie mogło przynieść mu satysfakcji. Ponadto efekt końcowy był wynikiem kompromisów pomiędzy zleceniodawcą, artystą a firmą reklamową. Cały męczący, żmudny proces dyskusji i poprawek  doprowadził do zdjęcia, z którego ostatecznie nikt nie był zadowolony, powodując frustrację i poczucie zmarnowanego czasu. Co ciekawe, sielska scenka na zdjęciu w żaden sposób nie sugeruje potwornych tortur artysty, jakich doświadczył przy jego powstaniu. Jest ono jak niewinnie wyglądający potwór.

Stefan Burger__________The no-motif-job

Performance można albo oglądać na żywo, albo w formie dokumentacji, często też jego przebieg znamy z relacji uczestników, właściwie bez wizualnych danych. Stefan Burger posunął się jeszcze o krok dalej. Zdarzenie, które miało miejsce jakiś czas temu, dopiero po czasie potraktował jako swego rodzaju performance, w którym uczestniczył on sam, jako twórca i świadek. Został poproszony o symulowanie fotografowania tzw. VIP-ów, ale tylko po to, aby oni poczuli się vipami, bez filmu w aparacie, bez materialnych śladów. W trakcie tej akcji zrobił jednak kilka zdjęć. Są to fotografie robione podczas nieobecności tych vipów, często zupełnie niedoświetlone. Fotografia pomiędzy, fotografia bez motywu, fotografia antydokumentalna, fotografia będąca przerwą w fotografowaniu na niby, w niefotografowywaniu. Antydokumentacja nibyperformancu.

Grzegorz Sztwiertnia__________W poszukiwaniu straconego czasu

Seria 12 zdjęć to historia letniego wyjazdu rodzinnego, która zostaje zainfekowana pojawianiem się wirusa. Wśród zdjęć przedstawiających małą Zosię, podróż pociągiem, karmienie piersią, domek letniskowy nad stawem  pojawiają sie dwie fotografie, które w wyraźny sposób różnią się od reszty. Są to ponure, wykonane późnym popołudniem fragmenty panoramy  miasta, przedstawiające kontury  dachów. Zdjęcia te zostały wykonane przez kogoś kto znalazł w pociągu zgubiony przez Grzegorza Sztwietnię aparat, który potem udało się  Grzegorzowi odzyskać. Te dwa zdjęcia zdają się całkowicie zaburzać bezpieczeństwo i swojskość całej atmosfery przedstawionej na zdjęciach. Wprowadzają fragment  historii  kogoś innego w prywatność rodzinnego wyjazdu letniego. Intrygują i niepokoją wzbogacając całą historię zarejestrowaną na kliszy o tajemnicę.

Hubert Czerepok__________Order of things/Porządek rzeczy

Pozowanie do zdjęć jest udręką. Szeroki uśmiech, wystudiowana poza i czas. Film Huberta Czerepoka jest właśnie filmem o pozowaniu, o uśmiechaniu się, o zastyganiu w dziwnych, nibynaturalnych pozach. Czynność pozowania do zdjęć ujawnia swoją absurdalność kiedy rozciągniemy ją w czasie. Dopiero przy użyciu innego medium ujawnia się sztuczność czy niedoskonałość drugiego. Bezruch uwieczniony przy pomocy „ruchomego obrazu“. Wrażenie wzmaga absolutna bezcelowość tej udręki. Człowiek pozujący do zdjęć reklamuje zupełnie absurdalne przedmioty: pachołek, białą płytę, kabel, latarkę, książkę. To przedmioty są jedynym zmiennym elementem obrazu. Nadają pracy rytm I porządkują rzeczywistość.

Sabeth Anna  Drumheller__________Anna alone at home

O czym myśli kobieta, kiedy zostaje sama w domu? Zapewne o wielu rzeczach, ale czasem, kiedy jest znudzona i pragnie uwolnić się ze swojej roli, wyobraża sobie, że jest dziewczyną z magazynów pornograficznych. Porno wywołują w nas często uczucie wstrętu czy obrzydzenia. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której amatorskie zdjęcia pornograficzne są drogą wyzwolenia, źródłem ekstatycznej przyjemności i realizacją najskrytszych fantazji. Sabeth wciela się w rolę gospodyni domowej, znudzonej monotonią swojego życia, marzącej o pożądaniu mężczyzny. Świadoma tego, źe mężczyźni kochają ciała, też chce stać się ciałem. Wie, że pozowanie nago przed kamerą bez pięknych ubrań, makijażu i całego zaplecza studia fotograficznego nie uczyni z niej porno gwiazdy, ale świadomość tej transformacji sprawia jej nieprzyzwoitą wręcz radość i szczęście. Amatorskie zdjęcia potrafią w tej dziedzinie przewyższyć brutalnością te profesjonalne. Ich fatalna jakość i przypadkowe ujęcia wskazują na to, źe dla autorki ważniejszy jest sam proces fotografowania samej siebie nago niż efekt końcowy.

Sally Motana__________Viking Woman

Fotografia Sally Motana z kobietą głaszczącą konia wpisuje się z jednej strony w bardzo popularną manierę robienia sobie zdjęć ze zwierzętami – pupilami (psami, kotami, chomikami itp.), z drugiej zaś nawiązuje do tandetnego motywu „kobiety i konia” (obydwoje rozwianym włosem), znanego z popularnych niegdyś ( a może i dziś) plakatów dla nastolatek. W tym wypadku zdjęcie zostało wykonane „na poważnie” jako portret teksańskiej farmerki. Nie jest jednak tak odbierane – niezamierzony komiczny efekt w postaci uszu konia wystających zza głowy kobiety wywołuje u widza pragnienie dyskretnego śmiechu za plecami nieświadomej bohaterki. Zamierzone jako melancholijne, pamiątkowe zdjęcie stało się zabawnym, choć niewyszukanym żartem. Wszelkie pozowanie i aranżowanie nie ma sensu, bowiem fotografia okazuje się być medium żyjącym własnym życiem, szyderczym i płatającym figle wbrew intencji autorki.

Rahim Blak__________Wszyscy wiedzą, że Rahim Blak był cudownym dzieckiem__________Rahim z Mazowieckim

Na fotografii Rahima Blaka widzimy młodego, zadowolonego artystę, obejmowanego przez Tadeusza Mazowieckiego. Chociaż wszyscy wiedzą, że Rahim Blak był „cudownym dzieckiem” i już od najmłodszych lat otaczał się sławnymi ludźmi, to jednak bezpośrednia konfrontacja z dowodem wizualnym w postaci zdjęcia może u niektórych obserwatorów wzbudzić nieufność, czy wręcz podejrzenie o fotomontaż. W dobie fotografii cyfrowej, możliwości przerabiania i montowania obrazu, jakie dają programy graficzne, są to wątpliwości jak najbardziej uzasadnione. Ostatecznie rozwiać je ma umieszczony w lightboxie negatyw. W XXI. wieku do przechwalania się koneksjami zwykłe zdjęcie już nie wystarcza, a za swoiste „byłem tu, Rahim Blak” musi posłużyć „staromodny” negatyw.

Cora Piantoni__________The worst Artwork

Film Cory Piantoni składa się z wypowiedzi kilku zaproszonych przez nią osób, związanych z tworzeniem lub z promowaniem sztuki. Opisują one najgorsze wystawy lub dzieła, jakie widzieli lub po prostu mówią o tym, czego nie lubią w sztuce. Wypowiedzi bohaterów tworzą cykl portretów „złej sztuki” i „złych wystaw” – skomplikowany, niejednorodny, bez wspólnego wartościującego mianownika. Widz może dojść do wniosku, że ostateczna definicja złej, a przez to także dobrej sztuki po prostu nie istnieje, rozmywa się w subiektywizmie, indywidualnych upodobaniach i kształtowanych różnymi doświadczeniami gustach. Jedynym elementem porządkującym ten niestabilny obraz budowany słowami jest czysto wizualne zamknięcie go w perfekcyjnym kadrze. Praca Cory Piantoni jest dziełem otwartym – także na widza. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do stworzenia własnego portretu „złej sztuki”.

Benoit Leturcq__________Counter-reality

Punktem wyjścia dla Benoita stały się fotografie z jego albumu rodzinnego, który jak każdy album rodzinny stanowi niewyczerpane źródło złych, nieudanych, wręcz najgorszych fotografii. Co więcej ich obecność tam jest całkowicie usprawiedliwiona a wszystkie grzechy amatorskiej fotografii wybaczone. Benoit w pełni tego świadomy postanowił powiększyć wybrane zdjęcia do ogromnych rozmiarów – tak aby postacie na nich przedstawione odpowiadały ludzkiej skali. I choć zabieg  ten spowodował, że wszelkie błędy fotograficzne takie jak.: ucięte  kadry, zła ostrość,  zabrudzenia kliszy fotograficznej czy odblask flesza w okularach zostały bezlitośnie wyostrzone,  w zamian otrzymaliśmy efekt niezwykły –   prawdziwe  wrażenie rzeczywistości.  Dzięki zastosowaniu ludzkiej skali – postacie ze zdjęć Benoita stają się na całkowicie realne, wręcz fizycznie obecne, a my sami z biernych obserwatorów przekształcamy się w  uczestników wydarzeń i uroczystości rodzinnych w domu Benoita. Na jednym ze zdjęć znajduje się babcia Benoita, która jest Polka, lecz nie była w kraju od czasów wojny. Obecność na fotografii jest jakąś formą jej symbolicznych odwiedzin kraju,w którym się urodziła.  Ważnym podkreślenia jest także fakt,że na każdym zdjęciu pojawia się Benoit – czyli cała seria jest swoistym autoportretem artysty.

Herbert Weber__________derniere photo (avec arbre)/ostatnie zdjęcie (z drzewem)

W opinii wielu ludzi funkcjonuje nadal romantyczna wizja genialnego artysty samobójcy. Wydaje się nawet, że niektórzy są poważnie zawiedzeni faktem, że artyści coraz żadziej myślą o odbieraniu sobie życia. Herbert Weber korzystając z tego wizerunku genialnego twórcy, proponuje pewną grę, małe kłamstwo. Swoje ostatnie zdjęcie z drzewem. Tytuł sugeruje istnienie całego cyklu ostatnich zdjęć. Tym razem z drzewem, ale innym razem może też być z czymkolwiek innym. Niewielkich rozmiarów, perfekcyjnie wykonana fotografia. Gdzieś w zaroślach wyłania się wisząsa na gałęzi do góry nogami postać. Skrępowane sznurem ciało. Karkołomna próba uwiecznienia na kliszy fotograficznej swojej własnej śmierci.

Gabi Vogt__________Mein kleiner starker Bruder/Mój mały silny brat

W fotografii poprawnej, czy wręcz perfekcyjnej technicznie można wyznaczyć dwa bieguny. Zdjęcia technicznie dobre wyzute z treści oraz takie same zdjęcia z nadmiarem treści. Praca Gabi zdecydowanie wpisuje się w ten drugi nurt. Jest to fotografia w pewnym sensie rodzinna. Pokazuje młodego chłopca preżącego swoje mięśnie przed obiektywem aparatu. Niewinna scena wygłupów brata i siostry zostaje zbrutalizowana ostrością zdjęcia, kadrem, zbyt wiernym odwzorowaniem. Fotografia ta nie oddaje atmosfery chwili, obnaża płytkość przedstawienia. Fotograficzna prawda ograniczona zostaje do fizyczności, dosowności. Poza i sposób przedstawienia chłopca obnażają jego chłopięcą jeszczę męskość, a fotografia obnaża swoje brutalne oblicze.

Stefan Meier__________My five fingers of the left hand after eating delicious paprika crips with them/ Pięć palców mojej lewej ręki po zjedzeniu pysznych chipsów paprykowych

Pięć fotografii odpowiada pięciu palcom artysty. Zdjęcia wykonano zaraz po zjedzeniu paczki paprykowych chipsów. Tłuszcz, okruchy i przyprawy oblepiają palce o (najwyraźniej) systematycznie obgryzanych paznokciach. Możliwie najgorszy temat, a dodatkowo fatalnie zaaranżowane oświetlenie i „biedny” koloryt składają się na ten humorystyczny projekt – radosną (choć bezwzględną) krytykę własnego brzydkiego nawyku przez zastosowanie odpowiednio brzydkich środków. Efektu dopełnia ramka z taśmy w stylu „brzydki piękny”.

Rahim Blak__________Obrzezanie

Fotografia ta przedstawia pozornie typową scenę z domowej uroczystości: rodzina gromadzi się, obejmuje, uśmiecha szeroko pozując fotografowi. Pozornie typową, albowiem radosna uroczystość towarzyszy niezwykle bolesnemu zabiegowi obrzezania, któremu został poddany mały Rahim. Punkt napięcia przebiega między własnym, przykrym wspomnieniem zdarzenia a jego wersją – pełną „odświętnego”, radosnego nastroju – którą proponuje zdjęcie. Dla bohatera wydarzenia to, co przedstawia fotografia, jest zakrzywieniem rzeczywistości. Rodzi to pytanie o przydatność fotografii jako medium zastępującego wspomnienia.

Yildiz Aslandogan__________And what if I wanted to buy it back ? For Sale 1-3

„Ziemia jałowa”, kolonialny kapitalizm, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim ogromny drapacz chmur przeznaczony na sprzedaż. Ale kto chciałby kupić coś takiego? Pytanie taksówkarza nie ma sensu, bo nie zna on angielskiego. Poszukując najgorszego ze swych zdjęć, a jednocześnie próbując opowiedzieć jakąś historię, autorka znalazła tę serię trzech fotografii. Są one dla niej wspomnieniem może nie złej, ale „szalonej” sytuacji, na którą składało się wizualne doświadczenie samotnego wieżowca na sprzedaż i propozycji sponsorowanej podróży do Chin, którą dostała artystka – szaleństwo kapitalizmu, brytyjskiego kolonializmu, chińskiego komuno-kapitalizmu. Absurd życiowej sytuacji i absurd obrazów obserwowanych z okna taksówki.

Gaweł Kownacki__________Shoot

Początek historii to pierwsze naciśnięcie spustu migawki. Nieruchomy aparat, nieruchomy kadr, biała ściana. Z drukarki powoli wysuwa się zdjęcie. Ktoś bierze go i przyczepia do ściany na wprost aparatu. Fotografia ściany na tle tej samej ściany. Ale potem sytuacja się komplikuje. Z każdą dodaną fotografią nawarstwia się czas. Sumują się momenty. Wszystkie razem i każdy oddzielnie na raz, na jednej ścianie. Komplikacja przypadków, ingerencji i momentalności.  Wszystko zależy od uczestników. Każdy może zrobić zdjęcie i powiesić go na ścianie. Jest tylko jeden warunek, trzeba dopasować się do warunków gry. Pogodzić się z pozorną wolnością. Decyzje fotografującego zostają ograniczone do jednej – nacisnąć spust migawki, czy nie? Wszystkie etapy tej zawiłej gry dokumentowane są na ścianie, a sam proces dokumentacji, zazwyczaj traktowany czysto użytkowo, wplątany zostaje w rozważania o fotografii.

Kuba Dąbrowski__________Mama i Tata

Film Kuby Dąbrowskiego jest pewnego rodzaju analizą samego medium, jakim jest fotografia. Analiza ta jest przeprowadzona na dwóch odpowiadających sobie płaszczyznach: słownej i wizualnej. Rodzice artysty, którym profesjonalne robienie zdjęć jest zupełnie obce, wypowiadają się na ten temat z pozycji amatorów. Można tam usłyszeć charakterystyczne dla takiego podejścia opinie, mówiące o tym, że z  fotografii musi coś wynikać, powinna być przedstawiająca itp., co ilustrowane jest poprzez kadry filmu. Obraz usiłuje naśladować te cechy fotografii, o których opowiadają bohaterowie.

Dla artysty-fotografa pytanie o to, jakie zdjęcia są złe, a jakie dobre, jest tym najtrudniejszym. Pytanie o to rodziców, nie mających z fotografią artystyczną nic wspólnego, jest zabiegiem ryzykownym, ale niejako naturalnym.

Grzegorz Sztwiertnia__________Modernizacja

„Modernizacja” to praca składająca się z czterech zdjęć. Dwa pierwsze prezentują betonowy,  zniszczony, poziomy budynek, z którego wyrasta pośrodku nieproporcjonalnie wysoki ceglany komin. Jest to  krematorium w Oświęcimiu. Dwa następne pokazują  bardzo podobny architektonicznie, aczkolwiek kilkadziesiąt razy większy  i wspaniale odnowiony budynek z  charakterystycznym ogromnym kominem – to z kolei Tate Modern w Londynie. Żart? Przede wszystkim. Ale czy oprócz podobieństwa formalnego Sztwiertnia w dowcipny i przewrotny sposób nie sugeruje czegoś więcej? Czy tak często poruszana przez niego tematyka propagandy hitlerowskiej, jej związków z teatrem, filmem i sztuką oraz sposób jej wykorzystywania nie znalazła w tej pracy kolejnego wcielenia?

Wojtek Doroszuk__________Istambul fotostory

Fotografia już od kilku dekad nie dokumentuje naszej rzeczywistości, lecz ją tworzy. Żyjemy trochę tak jakbyśmy mogli zostać sfotografowani w każdej chwili i też trochę dla bycie sfotografowanymi. Praca Wojtka Doroszuka to przede wszystkim praca o pamięci – to  2000 zdjęć z pobytu w Turcji  które stanowią niezwykle archiwum dokumentujące fragment życia artysty. Ale to także praca o tworzeniu tej pamięci, gdyż tak naprawdę jest ona wytworem tych fotografii. Tylko dzięki nim istnieje. To trochę tak jakbyśmy dokupili dodatkowy dysk do naszej pamięci. Łatwość robienia zdjęć powoduje, że produkujemy ich ogromną ilość. Fotografujemy wszystko, a czynność ta zwalania nas z obowiązku pamiętania. Mamy świadomość, że chwile te zostały utrwalone, wrzucone na  dokupiony dysk, do którego zawsze można sięgnąć.  Praca Wojtka to właśnie sięgnięcie do tego dysku – tak w sposób metaforyczny jak i prawdziwy, gdyż zdjęcia te przechowywane w komputerze nigdy wcześniej nie były przez autora oglądane.  2000 zdjęć Wojtka z pobytu w Turcji,  wybranych w 4300 za pomocą programu komputerowego, zaistniało w przestrzeni galerii jako niezwykła mozaika sufitowa, która swoimi intensywnymi barwami, świeżością i energią zupełnie odmieniła charakter miejsca, w którym została umieszczona.

Max Bansemer__________Bez tytułu

Dla Maxa Bansemera dobre zdjęcie to takie, które opowiada jakąś historię. Fotografia, która nie mówi nic, jest pusta, zła. Zdjęcie wybrane przez artystę (jako najgorsze, które zrobił) nie opowiada według niego żadnej historii, jest to urwany, rozmazany kadr i – w przeciwieństwie do tych nieudanych zdjęć, które przypadkiem zarejestrowały coś istotnego, jakiś fragment życia wart zapamiętania – uchwycona tu sytuacja równie dobrze mogłaby się nie wydarzyć. To zdjęcie nie funkcjonuje w ramach celów, jakie stawia sobie fotograf, nie służy jako wspomnienie, bo o niczym nie przypomina. To zdjęcie „bez historii”.

Michał Kowalski__________www.malopolska.policja.gov.pl/osoby_poszukiwane.php

Michał Kowalski dokonuje swoistego zamachu na medium fotografii umieszczając w jednym  z pomieszczeń galerii 19 portretów osób poszukiwanych przez Małopolską Komendę Policji. Oczywiście w kontekście wystawy „Najgorsze zdjęcia” jest to wytłumaczalne.

Zdjęcia te przecież przedstawiają przestępców, morderców, złodziei, oszustów, więc śmiało można je nazwać najgorszymi pod względem etycznym. Ale pomysł Kowalskiego sięga o wiele głębiej. Wystawa, której tematem jest zbadanie istoty fotografii poprzez jej negatywną definicje,  staje się dla niego pretekstem do zastanowienia się nad możliwością rozszerzenia granic tego medium. W charakterystyczny dla swoich działań sposób Kowalski wprowadza w przestrzeń sztuki rzeczywistość, która jest jej z pozoru zupełnie obca. Bezpośrednio ze strony internetowej Małopolskiej Komendy Policji przenosi zdjęcia poszukiwanych do galerii sztuki. Nic w nich nie zmienia. Po prostu inkorporuje jedną rzeczywistość w drugą. Elementem łączącym jest technika fotografii. Ale jej założenia są zupełnie inne. Fotografie policyjne maja charakter czysto funkcjonalny, służą określonemu celowi – jakim jest ujęcie przestępców. Kowalski poprzez umieszczenie tych zdjęć w nowym dla nich kontekście- wystawy sztuki –  nie pozbawia ich  użyteczności ale dodatkowo wzbogaca je o nowe znaczenia – tym samym przesuwając granicę fotografii o krok dalej.

Sandrine Ferrito__________Time exposed/ Czas naświetlony

Wypłowiałe prostokąty, owale i kwadraty na powierzchni wzorzystych gumowych obrusów wyglądają jak obrazy abstrakcyjne, precyzyjnie wyliczone i wyabstrahowane kształty. Tymczasem są to odbicia bardzo konkretnych przedmiotów. Stoły pod wpływem czasu i promieni słonecznych, a także ingerencji artystki, odbiły się na powierzchni różnokolorowych cerat. Wyjęte ze swojej zwykłej funkcji,  naznaczone swoją historią i zużyciem, zostały potraktowane jako fotografia. Sandrine odwołuje się do podstawowej cechy fotografii jaką jest odwzorowywanie kształtów i obrazów przy pomocy światła. Wieszając swoje prace na zewnątrz galerii wystawia je na działanie czasu i pogody, po to, aby ich dalsza historia też mogła się wyryć w ich kształcie i kolorach. Jest to niezwykle piękna praca o sposobach odwzorowania rzeczywistości i malowaniu światłem, czyli o istocie samej fotografii.

 

 

MAGICZNE RECEPTY NA MIŁOŚĆ, SZCZĘŚCIE I ZDROWIE

MAGICZNE RECEPTY NA MIŁOŚĆ, SZCZĘŚCIE I ZDROWIE

 

Galeria f.a.i.t. oraz exgirls prezentują:

„Niegrzeczne dziewczyny idą tam gdzie chcą…”

Święto Kobiet 2006

Anetta Mona Chisa i Lucia Tkáčová

wernisaż 1 lipca 2006 o godz.18.00

Galeria f.a.i.t. ul. Kamienna 6, Kraków

wystawa czynna do 31 lipca 2006

 

kuratorki exgirls: Magdalena Ujma i Joanna Zielińska

www.exgirls.art.pl

……………………………………………………………………………………………………………………………………..

„Święto Kobiet” staje się imprezą cykliczną, organizowaną co roku przez duet kuratorski „exgirls”, której leitmotivem jest temat obecności kobiet w przestrzeni publicznej.

Kobiety są często postrzegane przez pryzmat własnej seksualności oraz atrakcyjności fizycznej i traktowane jak przedmiot pożądania. Prowadzi to do interpretowania ich sztuki w kategoriach „kobiecych doświadczeń”. Zaproszone przez nas artystki grają z konwencjami „sztuki kobiecej”, przewrotnie wykorzystują strategie stosowane często przez mężczyzn wobec kobiet. Stawiają mężczyzn w sytuacji, w której zwykle znajdują się kobiety, jako przedmiot pożądania i estetycznej kontemplacji. Wystawa podejmuje problem pozycji artystek w świecie sztuki. O czy marzą artystki? Czego się od nich oczekuje?

Anetta Mona Chisa urodzona w 1975 roku, Rumunia. Żyje i pracuje w Pradze. Artystka wideo i performance. Współpracuje z Lucią Tkáčovą, z którą tworzą duet artystyczny i kuratorski. Od 2003 roku prowadzą Galerię HIT w Bratysławie. W 2005 roku wzięły udział w Biennale w Pradze.

Lucia Tkáčová  urodzona 1977 roku, Słowacja. Żyje i pracuje w Bratysławie. Studiowała malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie. Jest asystentką w pracowni Ilony Nemeth. Artystka wideo. Pracuje w duecie z Anettą Mona Chisa.

Prace pokazywane na wystawie:

Porn Video, 2004

Porn Photos, 2004

Home Video, 2005

Late Night Video, 2006

Capital: Magic Recepies for Love, Happiness and Health, 2006

How to Make a Revolution, 2006

Private Collection, 2006

………………………………………………………………………………………………………………………………………

„Niegrzeczne dziewczyny idą tam gdzie chcą…”*

Fragment rozmowy

Magdalena Ujma: Działalność Lucii Tkačovej i Anetty Mona Chisy wydaje nam się bardzo interesująca, bo nie znajdujemy przykładów podobnej sztuki w Polsce. Sztuka artystek w naszym kraju jest łagodniejsza i łatwo wchodzi w stereotypy oraz esencjalizm, czyli w przekonanie, że istnieje jakaś twórczość typowo kobieca, esencja kobiecości po prostu. Czasami zdarza się jej otwarty konflikt z założeniami politycznymi, jak w przypadku Doroty Nieznalskiej, ale to raczej nie ze świadomego zamierzenia, co z powodu niedocenienia możliwości politycznego grania sztuką. Najmłodsze pokolenie wykorzystuje wręcz pewne popularne cechy sztuki kobiet, ale jednocześnie odżegnuje się od ich znaczenia ideologicznego i od feminizmu. To jest jeszcze większy „backlash” niż pokolenie przed nimi. Bo przecież pierwsze w Polsce artystki feministyczne, takie jak Ewa Partum, Natalia LL, które już w latach 60. i 70. wykazywały świadomość feministyczną, od samego feminizmu się odżegnywały.

Joanna Zielińska: Sztuka najmłodszych artystek często ślizga się po powierzchni, nie zagłębia się w tematykę płci. Tak, jak mówisz, korzysta z języka wypracowanego przez feminizm esencjonalistyczny, ale nie po to, żeby o coś walczyć. Nie buduje na tym głębokiej refleksji, nie jest politycznie zaangażowana.

Magdalena Ujma: Jest elementem rynku, odpowiedzią na zapotrzebowanie, ekscytującą erotycznie nowością. W gruncie rzeczy jest to postawa bardzo tradycyjna, odpowiada na zapotrzebowanie heteroseksualnych mężczyzn, którzy podniecają się tym, że młoda laska mówi o pożądaniu, używając świńskich słów.

Joanna Zielińska: Lucia Tkáčová i Anetta Mona Chisa cały czas grają tymi znanymi stereotypami, np. pięknej kobiety, która wszystko załatwi dzięki seksapilowi, potrafi wyciągać profity z tego, że jest ładna. Artystki te są bardzo odważne w tym, co robią, nie boją się krytykować czy nawet kompromitować mężczyzn związanych ze środowiskiem artystycznym.. Uderzają w ich najczulsze punkty, czasem nawet kwestionują ich męskość.

Magdalena Ujma: Ich sztukę można charakteryzować jako postfeminizm. Zaproszone przez nas artystki odnoszą się z wielką ironią do drugiej fali i do szukania specyfiki sztuki kobiecej, co było przecież obosiecznym mieczem. To znaczy: pozwoliło kobietom na uzyskanie głosu, ale z drugiej strony umożliwiło zamknięcie artystek w wygodnym dla całej reszty gettcie. Nagle okazało się, że istnieje oddzielna kategoria – kobiety tworzące sztukę, które realizują zespół cech typowych dla kobiet, takich jak: nielogiczność, dziecięcość, wyrozumiałość w stosunku do innych, łagodność, posługiwanie się nie rozumem, tylko uczuciami. To doprowadzone zostało do absurdu. A taka postawa i taki zespół cech przypisywanych kobiecości wynika przecież z bycia w pewnym miejscu i kulturze. To, co nam się podoba, to śmiałość wyjścia z tego getta, pozbycia się etykietki swoistości, która je określa. Tkáčová i Mona Chisa cały czas posługują się etykietką, ale kontestatorki i burzycielki, komentatorki tego jak funkcjonuje scena artystyczna.

Joanna Zielińska: Podoba mi się to, że są bardzo bezwzględne w tym, co robią, nie mają skrupułów . Powiedziałaś, że to jest żeńska wersja Supergupy Azorro i chyba coś w tym jest. Tylko, że oni  bardziej skupieni są na uniwersalnej refleksji – przynajmniej tak chcą być postrzegani. Dla dziewczyn ważna jest też ich płeć.

Magdalena Ujma: W przypadku dziewczyn podoba mi się także i to właśnie, że posługują się useksualnionym językiem. To jest kpina z tego, jak jest postrzegana kobieta w przestrzeni publicznej, że jest zawsze sprowadzona do płci i przez to jest dyscyplinowana. Nie może być za bardzo seksualna, musi się sama pilnować. One nie boją się pokazywać swojego zainteresowania seksem i mężczyznami, że są kobietami, które potrafią pożądać, że są heteroseksualne. Z drugiej strony nie popadają w drugą pułapkę kompletnego useksualniania kobiet, pójścia w porno. To widziałyśmy w Czechach – tam bardzo często sztuka popada w taką skrajność. Kobieta grając rolę gadżetu seksualnego staje się takim gadżetem. Staje się przedmiotem mimo, że usiłuje nadać temu cudzysłów, gra seksualnością nie w roli podmiotu, a przedmiotu jest tak silna, że nie jest się w stanie nad nią zapanować.

Joanna Zielińska: U nich również występuje tego typu ryzyko – interpretowania jej w drugą stronę, nawet gdy gra jest tak oczywista. Stereotypy myślenia o sztuce tworzonej przez artystki są bardzo silne. Filmy Lucii Tkáčovej i Anetty Mona Chisy mogą być odczytane na poziomie podniecających filmów robionych przez piękne kobiety. Ich wystawa w Galerii Jeleni w Pradze to był wielki skandal (2005, „Nonstrategic Scenarios: The Red Library”). Dziewczyny podporządkowały wszystkich ważnych artystów i krytyków kategoriom związanym z kobiecym pożądaniem.

Magdalena Ujma: Ocenianiem walorów seksualnych mężczyzn przez kobiety doskonale skomentowały pewną logikę życia artystycznego, która jest zawsze podskórna, o której się nie mówi, bo nie wypada, a to ona gruncie rzeczy napędza życie towarzyskie i środowisko artystyczne. Tylko, że zwykle działa to w inną stronę, bo to są mężczyźni którzy biorą sobie wielbicielki, dowartościowują się istnieniem artystycznych grouppies, prowadzą towarzyski tryb życia. Kategorie, według jakich nasze artystki oceniały kolegów, były bardzo dowcipne: „mężczyzna, z którym możemy uprawiać seks tylko na wyspie bezludnej” albo „seks tylko w celu przedłużenia bytu ludzkości”, „zawsze i wszędzie”, „seks bez przyjemności”…

Joanna Zielińska: Wystawa Lucii Tkáčovej i Anetty Mona Chisy w Galerii Futura w Pradze (2006, „Ortografio de Potenc”) była z kolei o wiele grzeczniejsza. Nie wywołała skandalu. Wystawa ta wchodzi w analizę pozycji artysty w świecie sztuki.

Magdalena Ujma: Pod tym względem wystawa wydała mi się ciekawa, bo poruszyła nośny wątek dla artystów ze Wschodniej Europy. Wątek autoironiczny, który mówi o wasalności Wschodu względem Zachodu. O marzeniu wschodnich artystów żeby zaistnieć na Zachodzie, o podrzędności, podlizywaniu się kuratorom. Sztuka dziewczyn jest o tyle interesująca, że mówi o podwójnym wykluczeniu. O artyście, który jest równie zdolny jak ten z Zachodu, ale nie może zrobić kariery, osiągnąć wymarzonego sukcesu rynkowego. Nie tylko dlatego że jest ze Wschodu, ale również dlatego, że jest kobietą.

Joanna Zielińska: Lucię Tkáčovą i Anettę Mona Chisę pokazujemy na tegorocznym „Święcie Kobiet”, które organizujemy w lipcu. W pewnym sensie wycofujemy się z aktywnego uczestnictwa w obchodach 8 marca – Międzynarodowego Dnia Kobiet. Mamy też nadzieje, że sztuka zaproszonych przez nas artystek z Czech i Słowacji oddziała na refleksję feministyczną w Polsce, zaszczepi jakieś inne, mniej zamykające kobiety w pewnym typie twórczości myślenie.

Magdalena Ujma: Trzeba tutaj dodać, że w 2004 i 2005 roku organizowałyśmy w Krakowie wydarzenia artystyczne z okazji 8 marca. Nazwałyśmy je w sposób dość oczywisty – Świętem Kobiet. W tym roku jednak postanowiłyśmy przenieść naszą imprezę z marca na lipiec. Obchody 8 marca – poprzez wydarzenia klubowe i artystyczne, nie mówiąc już oczywiście o Manifach – rozmnożyły się tak bardzo, że nie czujemy już potrzeby, żeby się do nich przyłączać. Chcemy problematykę kobiecą i w ogóle związaną z płcią rozciągnąć na resztę roku.

Kraków, marzec 2006

*Tytuł został zainspirowany książką Ute Ehrhardt „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”, Warszawa 2003.

Pełna wersja rozmowy została opublikowana w internetowym wydaniu „Obiegu”: www.obieg.pl

backflash

BACKFLASH

Flashback to wspomnienie, automatyczne i niekontrolowane przywołanie jakiegoś obrazu przeszłości, który w danym momencie nasz umysł samoczynnie wyzwala. Fotografia w pewnym sensie jest zawsze formą flashbacku, rejestracją tego co już było, co się wydarzyło, formą retrospektywy. Na czym zatem polega „backflash”? Backflash to przekorna gra z samym medium fotografii i jego możliwościami. To rozgrywająca się na wielu
płaszczyznach próba odwołania się do przeszłości za pomocą fotografii. To skierowanie flesha aparatu na to co już się zamknęło w czasie, by przekonać się, że nic nie jest skończone. Przeszłość to materiał, który można eksplorować, przerabiać, z którego można czerpać, wybierać fragmenty, budować nowe całości. Ten zwrot ku przeszłości może odbywać się na wielu poziomach: od poziomu osobistego wspomnienia, poprzez zastosowanie tradycyjnych technik fotograficznych aż do samego powrotu do początków fotografii i próby
zakwestionowania ustalonych wówczas granic tego medium.

W wystawie „Backfash” wzięło udział dziesięciu artystów z Zurychu.

Stefan Burger

„Naprzeciw trójnożnej stabilności monumentalne zmiany”

Stefan Burger, mimo iż zazwyczaj określany jest mianem fotografa, uwielbia budować konstrukcje z drewna. Konstrukcja prezentowana na wystawie poświęcona jest zagadnieniu czasu. Składa się ona z dwóch części: stabilnego trójnogu, który jak statyw zapewnia nieruchomość i stabilność, pewien stan constance oraz górnej części chwiejnej i niestabilnej, zmiennej. W strukturę elementu górnego wbudowana jest fotografia. Odbitki wykonane na podstawie negatywów znalezionych na pchlim targu wyginały się i marszczyły, dlatego, aby zachować ich fizyczną poprawność, konieczne było obciążenie ich przedmiotami. Przefotografowane powtórnie sytuacje stały się podstawą dla konstrukcji.  Stefan traktuje swoje fotografie w niezwykle brutalny sposób. Wycina w nich dziury, wbija gwoździe i patyki, maluje po nich. Jak sam o tym mówi, bada w ten sposób wytrzymałość materiału jakim jest dla niego fotografia. Poszukuje możliwości pozbycia się „fotografii” z fotografii, stanu w którym ulegnie ona samounicestwieniu.

Holger Salach

„Europa Brucke”

Praca „Europa Brucke” jest na pierwszy rzut oka zupełnie poprawnym, ładnym,  choć raczej mało interesującym pejzażem. Przedstawia widok z Mostu Europa w Zurychu na skrzyżowanie ulic. Kilka znaków drogowych, sygnalizacja świetlna, kościół na wzgórzu, winnica. Po chwili dostrzegamy jednak pewne rysy na tym idealnym przedstawieniu, ślady hamowania, przewrócony znak, świadectwa przeszłych wypadków i zdarzeń. Kierowca najwyraźniej zupełnie zignorował wszelkie ograniczenia i zasady panujące na drodze, co więcej postąpił zupełnie wbrew drodze. Absurdalność tej sceny wywołana przez nieprzystawalność sytuacji i elementów obrazu wywołuje w widzu uczucie niepokoju.

Wydaje się jednak, że głównym tematem tej pracy jest możliwość sfotografowania przeszłości.

Herbert Weber

Obrazy żyją własnym życiem, gromadzą się, mieszają i organizują, by zrealizować się w postaci  fotografii Herberta Webera. Pojęcie percepcji jest pewnym kluczem do zrozumienia jego prac, percepcji zarówno jako pojęcia ogólnego jak i doświadczenia osobistego.  Wszystko co go otacza przenika do jego umysłu na zasadzie błysku, flesza i w tej samej formie materializuje się w momencie naciśnięcia spustu migawki. Sam artysta jest zarówno głównym bohaterem jak i narzędziem własnej fotografii, a proces powstawania obrazu manifestuje się w postaci kabli i lampy błyskowej zawsze widocznych w kadrze. Fotografie Herberta Webera wzruszają swoją intymnością, nieporadnością i prostotą, jednocześnie urzekają perfekcją wykonania i głębią myśli kryjącą się w prostych znakach. I to właśnie na styku intymności i perfekcjonizmu, prostoty i głębi, powstaje niezwykłe napięcie, które decyduje o ich wyjątkowości i pięknie.

Vanessa Billeter

„Here”

„Variety outlet”

Stan zawieszenia umysłu, wyłącznie z rzeczywistości trwa zazwyczaj kilka sekund. Jest chwilową utratą kontaktu z otaczającym nas światem, pauzą, zatopieniem się w strefę pustki pozbawioną wszelkich myśli i odczuć. Zazwyczaj zdarza się gdy nikt na nas nie patrzy, albo przynajmniej gdy tak nam się wydaje. Portretowane przez Vanessę postaci wydają się nieobecne. Stan zawieszenia, w którym się znajdują, pozbawia je na moment świadomości rzeczywistości i czasu. Puste spojrzenia i nieruchome pozy z jednej strony wywołują wrażenie obcości, z drugiej przyciągają nastrojem wzniosłości i niezwykłości chwili. Prace te wydają się być kwintesencją podstawowej właściwości fotografii – momentalności.

Fotografowane przez Vanessę przedmioty także znajdują się w pewnym stanie zawieszenia. Wystawione na ulice Zurychu, dłużej  niepotrzebne oczekują na nowych właścicieli. Spacer po mieście może zatem przypominać polowanie na trofea – relikty innych miejsc i czasów. Vanessa fotografuje każdy przedmiot zanim stanie się on jej własnością.

Nico i Taiyo

„Being there, done that”

Fotografia była kiedyś postrzegana jako medium oddające prawdę. Zaczynając od prawdy ostatecznej, wspólnej, poprzez prawdę subiektywną, osobistą aż do prawdy, która jest swoistym wytworem, manipulacją obrazem przy użyciu zaawansowanych technologii. Dzięki niej  każdy ma prawo stworzyć prawdę dla siebie. Prawda Nico i Taiyo wyrasta z ich wiary  w podstawową cechę fotografii – szybkość rejestracji obrazu.  Soczewka aparatu to według nich nieomylne oko. Ta wiara otwiera drzwi do nowego, wspaniałego świata marzeń. Pozwala na eksplorowanie obszarów wychodzących poza powszedniość rzeczywistości, na zabawę w mieszanie obrazów i zestawianie ich w nową, przedziwną wizualną całość. Ważne jest, że tworząc swoje fotograficzne puzzle nie korzystają z nowoczesnej techniki cyfrowej i komputerowej lecz posługują się aparatem analogowym i nożyczkami. Prezentowane na wystawie zdjęcie z podróży po Litwie to fotograficzne kolaże, które na pierwszy rzut oka odczytujemy jako spójna całość, lecz po chwili zauważamy, że dym unoszący się nad drogą to w rzeczywistości dym z papierosa.

Cora Piantoni

„Radio Echo”

„Waving Sea”

Radio Echo to seria wspomnień 16 osób  z krajów Europy Wschodniej, które w  latach 80’ wyjechały „na Zachód”. Relacje z pierwszych dni pobytu dotyczą zwykle drobnych rzeczy, szczegółów, takich jak papier toaletowy, buty ze skóry węża, czekolada,  które stały się dla nich wyznacznikiem  „zachodniego” stylu życia i symbolem dobrobytu. Różnice polityczne, gospodarcze i historyczne pomiędzy Wschodem i Zachodem ukazane zostały z perspektywy konkretnych osób w sposób bardzo subiektywny i osobisty.

Bardziej metaforyczna jest praca „Waving Sea”. Samotna kobieta (autorka) stając na brzegu, macha w kierunku morza. Jest to gest zarówno powitania jak i pożegnania i dotyczyć może  tak  przyszłości jak i  przeszłości, być wyrazem nostalgii lub radości… Trudno jednak oprzeć się wrażeniu  absurdalności tej sytuacji.

Podobny zabieg zastosowała artystka w filmie „….”. Tam również nie widzimy obiektu zainteresowania głównych bohaterów, kobiety i mężczyzny, którzy w bardzo wietrzny dzień pilnie obserwują coś przez lornetki. Kolejna wyabstrahowana z rzeczywistości sytuacja, statyczny (pomimo wiatru) obraz, monotonny ruch, akcja ograniczona do minimum, zostawiają nas w poczuciu trwania, smakowania czasu samego w sobie.

Stefan Meier

„If the present is a flag, the past is a heater fan”

Stefan Meier wybrał na swoją pracę najmniejsze pomieszczenie, położone w centrum budynku. Pomalował je na niemodny brązowy kolor „orzech jasny”, zrobił podwieszane sufity ze sklejki, na bocznych ścianach umieścił naprzeciw siebie 2 prace video z powiewająca na wietrze flagą. Pomiędzy nimi postawił starą, old-schoolową farelkę ogrzewającą ciepłym powietrzem pomieszczenie. Całość została opatrzona absurdalnym tytułem „Jeśli teraźniejszość jest flagą, przeszłość jest grzejącą farelką”. Obecność przedmiotu tak nacechowanego znaczeniami jak flaga zawsze sugeruje poważną, politycznie zaangażowaną tematykę. Stefan Meier świadomie gra z tą konwencją, pozbawiając flagę wszelkich możliwych znaczeń i asocjacji. Traktuje ją jako obiekt estetyczny, który zasługuje na uwagę, gdyż pozwala mu przenieść coś tak niematerialnego i nieuchwytnego jak wiatr do małego pomieszczenia galerii. Praca bardzo silnie oddziałuje na nasze zmysły. Z jednej strony znajdujemy się w przytulnym, ogrzewanym pokoju, znajdującym się w środku większej całości, z drugiej strony odgłos i obraz wiatru przenosi nas gdzieś na wielkie, otwarte, nieznane przestrzenie. Wiatr jest zawsze zapowiedzią jakiś zmian, wyrazem niestabilności, czegoś nowego, poszukiwań. Ciepło z kolei kojarzy się z bezpieczeństwem, domem, tym co znajome. Stefan przestrzega nas jednak przed zbyt poważnym potraktowaniem całości porównując teraźniejszość do flagi a przeszłość do….farelki.

Gabi Vogt

„Saturnia”

Gabi jest artystką, która postanowiła pozostać przy koncepcji fotografii jako obrazu. Co więcej postanowiła powrócić do początków historii fotografii, kiedy ta musiała upodobnić się do malarstwa, aby zostać uznana za sztukę. Jednak tym razem efekty malarskie zostały osiągnięte dzięki technice cyfrowej, poprzez maksymalne powiększenie. Zabieg ten, u podstaw którego leży chęć dotarcia do szczegółu, uczynienia rzeczy bardziej widocznymi, sprawił, że pierwotny obraz stał się nieostry, mglisty i migotliwy. Powstała w ten sposób zupełnie nowa wartość tak na płaszczyźnie formy, jak i treści. Zwykłe uzdrowisko zamieniło się w scenę „locus amorenus”.

Basil Stucheli

„Kabaret”

Jeszcze w Zurychu Basil postanowił zaprosić na wernisaż striptizerki. Miały to być Polki pracujące w Szwajcarii, które razem z nim, miały odbyć podróż do Polski i zatańczyć na otwarciu jego wystawy. Chciał stworzyć wielkie show o nagości, pieniądzach i produkowaniu sztuki. Pomysł ten stał się początkiem pewnej drogi, był punktem wyjścia dla jego podróży w głąb świata sex businessu. Praca Basila jest zatem procesem, próbą realizacji pierwotnego założenia, a kolejne zmiany, ustępstwa i niepowodzenia składają się na historię konfrontowania własnych wyobrażeń z rzeczywistością.

„(…) okazało się, że w Zurychu jest tylko kilka polskich striptizerek i że właściwie to nie są one zainteresowane odbyciem takiej podróży i że nigdy nie byłoby mnie na to stać. W Szwajcarii zarabiają dużo, więc nie ma dla nich powodu aby wracać do Polski. Zdecydowałem więc przyjechać do Krakowa i poszukać jakiś dziewczyn tu na miejscu, ale w Krakowie są tylko dwa kluby ze striptizem i nie ma tylu tancerek, aby klub mógł wypożyczyć jedną na piątkowy wieczór. Wreszcie znalazłem dwie sympatyczne prostytutki, w jednym z nielicznych burdeli w Krakowie, które zgodziły się pomóc mi w realizacji tego projektu (…)”

Basil Stucheli

Karolina Nowak

Magdalena Kownacka