backflash

BACKFLASH

Flashback to wspomnienie, automatyczne i niekontrolowane przywołanie jakiegoś obrazu przeszłości, który w danym momencie nasz umysł samoczynnie wyzwala. Fotografia w pewnym sensie jest zawsze formą flashbacku, rejestracją tego co już było, co się wydarzyło, formą retrospektywy. Na czym zatem polega „backflash”? Backflash to przekorna gra z samym medium fotografii i jego możliwościami. To rozgrywająca się na wielu
płaszczyznach próba odwołania się do przeszłości za pomocą fotografii. To skierowanie flesha aparatu na to co już się zamknęło w czasie, by przekonać się, że nic nie jest skończone. Przeszłość to materiał, który można eksplorować, przerabiać, z którego można czerpać, wybierać fragmenty, budować nowe całości. Ten zwrot ku przeszłości może odbywać się na wielu poziomach: od poziomu osobistego wspomnienia, poprzez zastosowanie tradycyjnych technik fotograficznych aż do samego powrotu do początków fotografii i próby
zakwestionowania ustalonych wówczas granic tego medium.

W wystawie „Backfash” wzięło udział dziesięciu artystów z Zurychu.

Stefan Burger

„Naprzeciw trójnożnej stabilności monumentalne zmiany”

Stefan Burger, mimo iż zazwyczaj określany jest mianem fotografa, uwielbia budować konstrukcje z drewna. Konstrukcja prezentowana na wystawie poświęcona jest zagadnieniu czasu. Składa się ona z dwóch części: stabilnego trójnogu, który jak statyw zapewnia nieruchomość i stabilność, pewien stan constance oraz górnej części chwiejnej i niestabilnej, zmiennej. W strukturę elementu górnego wbudowana jest fotografia. Odbitki wykonane na podstawie negatywów znalezionych na pchlim targu wyginały się i marszczyły, dlatego, aby zachować ich fizyczną poprawność, konieczne było obciążenie ich przedmiotami. Przefotografowane powtórnie sytuacje stały się podstawą dla konstrukcji.  Stefan traktuje swoje fotografie w niezwykle brutalny sposób. Wycina w nich dziury, wbija gwoździe i patyki, maluje po nich. Jak sam o tym mówi, bada w ten sposób wytrzymałość materiału jakim jest dla niego fotografia. Poszukuje możliwości pozbycia się „fotografii” z fotografii, stanu w którym ulegnie ona samounicestwieniu.

Holger Salach

„Europa Brucke”

Praca „Europa Brucke” jest na pierwszy rzut oka zupełnie poprawnym, ładnym,  choć raczej mało interesującym pejzażem. Przedstawia widok z Mostu Europa w Zurychu na skrzyżowanie ulic. Kilka znaków drogowych, sygnalizacja świetlna, kościół na wzgórzu, winnica. Po chwili dostrzegamy jednak pewne rysy na tym idealnym przedstawieniu, ślady hamowania, przewrócony znak, świadectwa przeszłych wypadków i zdarzeń. Kierowca najwyraźniej zupełnie zignorował wszelkie ograniczenia i zasady panujące na drodze, co więcej postąpił zupełnie wbrew drodze. Absurdalność tej sceny wywołana przez nieprzystawalność sytuacji i elementów obrazu wywołuje w widzu uczucie niepokoju.

Wydaje się jednak, że głównym tematem tej pracy jest możliwość sfotografowania przeszłości.

Herbert Weber

Obrazy żyją własnym życiem, gromadzą się, mieszają i organizują, by zrealizować się w postaci  fotografii Herberta Webera. Pojęcie percepcji jest pewnym kluczem do zrozumienia jego prac, percepcji zarówno jako pojęcia ogólnego jak i doświadczenia osobistego.  Wszystko co go otacza przenika do jego umysłu na zasadzie błysku, flesza i w tej samej formie materializuje się w momencie naciśnięcia spustu migawki. Sam artysta jest zarówno głównym bohaterem jak i narzędziem własnej fotografii, a proces powstawania obrazu manifestuje się w postaci kabli i lampy błyskowej zawsze widocznych w kadrze. Fotografie Herberta Webera wzruszają swoją intymnością, nieporadnością i prostotą, jednocześnie urzekają perfekcją wykonania i głębią myśli kryjącą się w prostych znakach. I to właśnie na styku intymności i perfekcjonizmu, prostoty i głębi, powstaje niezwykłe napięcie, które decyduje o ich wyjątkowości i pięknie.

Vanessa Billeter

„Here”

„Variety outlet”

Stan zawieszenia umysłu, wyłącznie z rzeczywistości trwa zazwyczaj kilka sekund. Jest chwilową utratą kontaktu z otaczającym nas światem, pauzą, zatopieniem się w strefę pustki pozbawioną wszelkich myśli i odczuć. Zazwyczaj zdarza się gdy nikt na nas nie patrzy, albo przynajmniej gdy tak nam się wydaje. Portretowane przez Vanessę postaci wydają się nieobecne. Stan zawieszenia, w którym się znajdują, pozbawia je na moment świadomości rzeczywistości i czasu. Puste spojrzenia i nieruchome pozy z jednej strony wywołują wrażenie obcości, z drugiej przyciągają nastrojem wzniosłości i niezwykłości chwili. Prace te wydają się być kwintesencją podstawowej właściwości fotografii – momentalności.

Fotografowane przez Vanessę przedmioty także znajdują się w pewnym stanie zawieszenia. Wystawione na ulice Zurychu, dłużej  niepotrzebne oczekują na nowych właścicieli. Spacer po mieście może zatem przypominać polowanie na trofea – relikty innych miejsc i czasów. Vanessa fotografuje każdy przedmiot zanim stanie się on jej własnością.

Nico i Taiyo

„Being there, done that”

Fotografia była kiedyś postrzegana jako medium oddające prawdę. Zaczynając od prawdy ostatecznej, wspólnej, poprzez prawdę subiektywną, osobistą aż do prawdy, która jest swoistym wytworem, manipulacją obrazem przy użyciu zaawansowanych technologii. Dzięki niej  każdy ma prawo stworzyć prawdę dla siebie. Prawda Nico i Taiyo wyrasta z ich wiary  w podstawową cechę fotografii – szybkość rejestracji obrazu.  Soczewka aparatu to według nich nieomylne oko. Ta wiara otwiera drzwi do nowego, wspaniałego świata marzeń. Pozwala na eksplorowanie obszarów wychodzących poza powszedniość rzeczywistości, na zabawę w mieszanie obrazów i zestawianie ich w nową, przedziwną wizualną całość. Ważne jest, że tworząc swoje fotograficzne puzzle nie korzystają z nowoczesnej techniki cyfrowej i komputerowej lecz posługują się aparatem analogowym i nożyczkami. Prezentowane na wystawie zdjęcie z podróży po Litwie to fotograficzne kolaże, które na pierwszy rzut oka odczytujemy jako spójna całość, lecz po chwili zauważamy, że dym unoszący się nad drogą to w rzeczywistości dym z papierosa.

Cora Piantoni

„Radio Echo”

„Waving Sea”

Radio Echo to seria wspomnień 16 osób  z krajów Europy Wschodniej, które w  latach 80’ wyjechały „na Zachód”. Relacje z pierwszych dni pobytu dotyczą zwykle drobnych rzeczy, szczegółów, takich jak papier toaletowy, buty ze skóry węża, czekolada,  które stały się dla nich wyznacznikiem  „zachodniego” stylu życia i symbolem dobrobytu. Różnice polityczne, gospodarcze i historyczne pomiędzy Wschodem i Zachodem ukazane zostały z perspektywy konkretnych osób w sposób bardzo subiektywny i osobisty.

Bardziej metaforyczna jest praca „Waving Sea”. Samotna kobieta (autorka) stając na brzegu, macha w kierunku morza. Jest to gest zarówno powitania jak i pożegnania i dotyczyć może  tak  przyszłości jak i  przeszłości, być wyrazem nostalgii lub radości… Trudno jednak oprzeć się wrażeniu  absurdalności tej sytuacji.

Podobny zabieg zastosowała artystka w filmie „….”. Tam również nie widzimy obiektu zainteresowania głównych bohaterów, kobiety i mężczyzny, którzy w bardzo wietrzny dzień pilnie obserwują coś przez lornetki. Kolejna wyabstrahowana z rzeczywistości sytuacja, statyczny (pomimo wiatru) obraz, monotonny ruch, akcja ograniczona do minimum, zostawiają nas w poczuciu trwania, smakowania czasu samego w sobie.

Stefan Meier

„If the present is a flag, the past is a heater fan”

Stefan Meier wybrał na swoją pracę najmniejsze pomieszczenie, położone w centrum budynku. Pomalował je na niemodny brązowy kolor „orzech jasny”, zrobił podwieszane sufity ze sklejki, na bocznych ścianach umieścił naprzeciw siebie 2 prace video z powiewająca na wietrze flagą. Pomiędzy nimi postawił starą, old-schoolową farelkę ogrzewającą ciepłym powietrzem pomieszczenie. Całość została opatrzona absurdalnym tytułem „Jeśli teraźniejszość jest flagą, przeszłość jest grzejącą farelką”. Obecność przedmiotu tak nacechowanego znaczeniami jak flaga zawsze sugeruje poważną, politycznie zaangażowaną tematykę. Stefan Meier świadomie gra z tą konwencją, pozbawiając flagę wszelkich możliwych znaczeń i asocjacji. Traktuje ją jako obiekt estetyczny, który zasługuje na uwagę, gdyż pozwala mu przenieść coś tak niematerialnego i nieuchwytnego jak wiatr do małego pomieszczenia galerii. Praca bardzo silnie oddziałuje na nasze zmysły. Z jednej strony znajdujemy się w przytulnym, ogrzewanym pokoju, znajdującym się w środku większej całości, z drugiej strony odgłos i obraz wiatru przenosi nas gdzieś na wielkie, otwarte, nieznane przestrzenie. Wiatr jest zawsze zapowiedzią jakiś zmian, wyrazem niestabilności, czegoś nowego, poszukiwań. Ciepło z kolei kojarzy się z bezpieczeństwem, domem, tym co znajome. Stefan przestrzega nas jednak przed zbyt poważnym potraktowaniem całości porównując teraźniejszość do flagi a przeszłość do….farelki.

Gabi Vogt

„Saturnia”

Gabi jest artystką, która postanowiła pozostać przy koncepcji fotografii jako obrazu. Co więcej postanowiła powrócić do początków historii fotografii, kiedy ta musiała upodobnić się do malarstwa, aby zostać uznana za sztukę. Jednak tym razem efekty malarskie zostały osiągnięte dzięki technice cyfrowej, poprzez maksymalne powiększenie. Zabieg ten, u podstaw którego leży chęć dotarcia do szczegółu, uczynienia rzeczy bardziej widocznymi, sprawił, że pierwotny obraz stał się nieostry, mglisty i migotliwy. Powstała w ten sposób zupełnie nowa wartość tak na płaszczyźnie formy, jak i treści. Zwykłe uzdrowisko zamieniło się w scenę „locus amorenus”.

Basil Stucheli

„Kabaret”

Jeszcze w Zurychu Basil postanowił zaprosić na wernisaż striptizerki. Miały to być Polki pracujące w Szwajcarii, które razem z nim, miały odbyć podróż do Polski i zatańczyć na otwarciu jego wystawy. Chciał stworzyć wielkie show o nagości, pieniądzach i produkowaniu sztuki. Pomysł ten stał się początkiem pewnej drogi, był punktem wyjścia dla jego podróży w głąb świata sex businessu. Praca Basila jest zatem procesem, próbą realizacji pierwotnego założenia, a kolejne zmiany, ustępstwa i niepowodzenia składają się na historię konfrontowania własnych wyobrażeń z rzeczywistością.

„(…) okazało się, że w Zurychu jest tylko kilka polskich striptizerek i że właściwie to nie są one zainteresowane odbyciem takiej podróży i że nigdy nie byłoby mnie na to stać. W Szwajcarii zarabiają dużo, więc nie ma dla nich powodu aby wracać do Polski. Zdecydowałem więc przyjechać do Krakowa i poszukać jakiś dziewczyn tu na miejscu, ale w Krakowie są tylko dwa kluby ze striptizem i nie ma tylu tancerek, aby klub mógł wypożyczyć jedną na piątkowy wieczór. Wreszcie znalazłem dwie sympatyczne prostytutki, w jednym z nielicznych burdeli w Krakowie, które zgodziły się pomóc mi w realizacji tego projektu (…)”

Basil Stucheli

Karolina Nowak

Magdalena Kownacka