JAN DURINA

JAN DURINA/// SOMETIMES I FIGHT / Czasem walczę, czasem rezygnuję

 

Fotografie Jana Duriny to stany emocjonalne opisane w geście, w kompozycji, w barwie i fakturze rzeczy. Precyzja tych fotografii przypomina konstrukcję wiersza, którego prosta i jasna struktura tworzy rusztowanie dla złożonch, ponadwerbalnych komunikatów. Fotografie te są portretami bezsenności, wyobcowania i lęku. Są sennymi obrazami pełnymi symboliki, sensualności i podświadomych znaczeń. Ubranie każdego z tych stanów w kompozycję pozwala go ujarzmić, poznać jego naturę, dynamikę i charakter. Durina pozwala je też odczuć zmysłowo poprzez szorstkości ptasich piór, rześkoś powietrza, ostrość ścierniska, miękkość tkanin czy ciepło ludzkiej skóry.

W kompozycjach Duriny można dostrzec odwołania do ikonografii chrześcijańskiej, literatury i wątków mitologicznych. Jest scena opłakiwania, jest figura ecce homo, są upadłe anioły, nagie nimfy i boginie zaklęte w ptaki. Lecz to co interesuje Jana Durinę, to nie historie czy wątki niesione przez te podania, ani nie ich sens religijny, ale skrajne ludzkie stany emocjonalne, które one konotują. Archetypiczne figury, tak jak poprzednie elementy struktury przedstawienia, stają się ucieleśnieniem poszczególnych nastrojów i uczuć. Formą ułatwiającą ich komunikowanie.

I tak praca „Migrena“, to gwałtowny ruch, napięcie, które powstaje, ale w końcu gaśnie – jak gwałtowne gesty modelek. Zdecydowany czerwony akcent buduje siłę tych zdjęć i ich emocjonalność. Jest dominantą, która zmusza widza do koncentracji tylko na tym fragmencie przedstawienia, jak ból, który absorbuje całą świadomość. Ból, który przeszywa jak chłód wody uderzającej zimnymi kroplami w nagie ciało. Z drugiej strony fotografia bez tytułu z cyklu „Dusze“, opiera się na dominujących statycznych poziomych i pionoych liniach, rozbijanych jedynie przez ciemne postaci na drugim planie. Skromna gama barwna usypia i rozprasza – jak melancholia. Na pierwszym planie stoi mężczyzna – uosobienie Harry‘ego Hallera z „Wilka stepowego“. Stoi prosto, choć nipewnie, otulony czarnym miękkim swetrem. Powietrze jest świerze i chłodne. Chwila ciągnie się w nieskończoność.

JD7