KIEDY ŚPISZ

 VLADIMIR KUZNETSOV///
KIEDY ŚPISZ

Nocne zgromadzenia polskiego sejmu stały się dla ukraińskiego artysty Volodymyra Kuznetsova metaforą współczesnej demokracji przedstawicielskiej, której uczestników usypia się kołysanką o tym, że wiara w ich własną sprawczość to przejaw niewiedzy, ignorancji a w najlepszym razie dziecinnej naiwności.

Do niedawna wydawać się mogło, że dwadzieścia pięć lat temu rozpoczął się w Polsce triumfalny pochód demokracji parlamentarnej, która sprzymierzona z neoliberalną wykładnią kapitalizmu miała być siłą nie do powstrzymania. Nikt nie brał pod uwagę możliwości regresu, a wszystkie bolączki nowego systemu tłumaczono tym, że polskie masy nie rozumieją jeszcze demokracji, że muszą dopiero się jej nauczyć, politycy zaś mieli już za chwilę dojrzeć do godnej reprezentacji ludu. Powtarzana jednostajnie jak mantra sentencja o „uczeniu się demokracji” powoli i stopniowo wprowadzała nas w stan błogiego snu.

Dziś elity polityczne pod osłoną nocy dokonują egzorcyzmów na demokracji, próbując wygnać jej ducha z wskrzeszonego na nowo ciała narodowego. Stosunek do demokracji parlamentarnej w naszym kraju nie przypomina już ciężkiego snu, pozwalającego odreagować minioną traumę. Znajdujemy się dziś w stanie paraliżu sennego, kiedy z przerażeniem obserwujemy swą własną niemoc. Obrazy polityków przewijają się przed naszymi oczami, ale my nie możemy ich otworzyć obezwładnieni przygniatającym klatkę piersiową ciężarem i przerażeni poczuciem bezwolnego spadania w otchłań.

Choć nocny paraliż trwa krótko i zwykle płynnie przechodzi w sen, można się z niego wybudzić – wystarczy pamiętać o własnym oddechu i przejąć nad nim kontrolę. Demokracja nie musi być snem i pustym marzeniem, ale może stać się powietrzem, które codziennie nabieramy do płuc.

Hubert Gromny