Rahim XXXVII

XXXVII wystawa indywidualna Rahima Blaka

przewrotnie przyjmuje formę „monograficznej wystawy retrospektywnej” prezentującej linearną i czytelną historię urodzonego w 1983 roku artysty– Rahima Blaka. I chociaż od razu orientujemy się, że mamy do czynienia z manipulacją i że forma retrospektywy jest tutaj zamierzoną prowokacją – pozwólmy sobie na moment wejść w tę przestrzeń gry, by zapoznać się z historią Rahima – „cudownego dziecka”.

Dokumentalny film wyprodukowany przez Telewizję Kraków (w charakterystycznej dla niej estetyce) przedstawia Rahima jako niezwykle utalentowanego młodego chłopca spędzającego całe dnie przed sztalugą. Rahima poznajemy jako spokojne dziecko o melancholijnym spojrzeniu całkowicie poświecone swojej pasji – malarstwu, o czym dodatkowo informują nas powiększone do wielkiej skali przedruki z gazet z artykułami i wywiadami z młodym geniuszem oraz dyplomy i wyróżnienia, jakie otrzymał. Wszelkie wątpliwości na temat tego czy Rahim rzeczywiście jest geniuszem, znikają po obejrzeniu reportażu z wernisażu Rahima, zorganizowanego przez profesora Zina, na którym profesor wygłasza patetyczną mowę pochwalną na cześć Rahima przyrównując go do samego Leonarda. Jako emigrant z Kosova Rahim Blak staje się wkrótce bohaterem narodowym, a jego obrazy symbolem walki za ojczyznę. W wystawie zorganizowanej w ośrodku dla uchodźców Rahim przyjmuje gratulacje i podziękowania min. od przywódcy bojówek albańskich i reprezentantów Czerwonego Krzyża. Okres buntu młodzieńczego to dalszy rozwój artystyczny młodego twórcy – tym razem – jak przystało na nastolatka Rahim zakłada z przyjaciółmi Grupę Artystyczną „Dobrze” rzucając tym samym wyzwanie słynnej Grupie „Ładnie”. Na studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie Rahim dostaje sią na pierwszym miejscu. Jest studentem zdecydowanie wybijającym się ponad przeciętność, ale równocześnie nie mieszczącym się w tradycyjnych ramach uczelni, stąd też jego prace zostają poddane surowej  krytyce min. przez  Mariana Gołogórskiego, będącego ucieleśnieniem wszystkich pielęgnowanych przez krakowską Akademię wartości. Rahim kontynuuje jednak obraną przez siebie bezkompromisową drogę artystyczną, przez co naraża się min. Instytutowi Piotra Skargi, który obiera sobie za cel „położenie kresu” jego działaniom. Tym samym Rahim zostaje zaliczony w poczet najbardziej kontrowersyjnych artystów polskich i w związku z tym – fakt zaistnienia jego prac w kolekcji muzealnej staje się więcej niż koniecznością. Jak zawsze bierze sprawy w swoje ręce (fizycznych rąk dostarczył tym razem Wojciech Markowski) i powołując się na zapis z regulaminu muzeum, mówiący o tym że jeśli dzieło sztuki pojawi się na terenie muzeum staje się jego własnością i  nie można go stamtąd wynieść,  Rahim dokonuje brawurowego wtargnięcia do gmachu muzealnego ze swoimi pracami – jednocześnie stając się artystą należącym do kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie.

Prawdziwość prezentowanych dokumentów przeszłości nie ulega tutaj wątpliwości, tak samo jak fakt, iż od początku do końca mamy do czynienia z wielka kreacją artystyczną. Cały prezentowany na wystawie materiał to najnowsze, pochodzące z 2006 roku, prace, które składają się na XXXVII indywidualną wystawę artysty. O żadnej linearności i ciągu przyczynowo-skutkowym nie może być zatem mowy. Każda praca jest autonomicznym dziełem sztuki, a przed zaklasyfikowaniem ich do kategorii dokumentów historycznych powstrzymuje nas ich niezwykle dopracowana forma estetyczna jak np. wydrukowane w wielkiej skali i doskonałej jakości, naciągnięta na krosna (jak obrazy) dyplomy artysty. Na wystawie wszystko balansuje na granicy prawdziwe/nieprawdziwe, dokument/manipulacja. I wszystko też okazuje się być i jednym i drugim, przy czym u samej podstawy tego rozróżnienia stoi Rahim. Rahim Blak, który jest kreacją samą w sobie, który istnieje i jednocześnie nie istnieje, który jest postacią rzeczywistą – studentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie jak i całkowicie fikcyjną. Z tej perspektywy potraktowanie siebie jako tematu własnej sztuki a dalej wystawy, jest tak naprawdę próbą dotarcia do tego, czym w rzeczy samej, w swej najgłębszej istocie jest akt kreacji, sztuka. I o tym właśnie jest XXXVII wystawa indywidualna Rahima Blaka. Ale czy Rahim ma do tego prawo? Wystawa zasadniczo rozpada się na dwie części. Pierwsza to opowieść o młodym utalentowanym chłopcu, który nieświadomie staje się przedmiotem wielkiej manipulacji, czy to poprzez nadanie mu statusu „cudownego dziecka” – co każdemu dziecku rujnuje dzieciństwo, czy poprzez bezpardonowe wciągnięcie go w propagandę polityczną. Za każdym razem prace Rahima są traktowane instrumentalnie, są środkiem do osiągnięcia innych celów jak np. zdobycie obywatelstwa polskiego przez jego rodzinę. W tym całym spektaklu na jego temat, Rahim znajduje się gdzieś obok i pomimo iż wszystko dzieje się z jego powodu – jego samego tam nie ma. Druga część to całkowite odwrócenie ról – tym razem Rahim występuje w roli wielkiego manipulatora, wciągającego innych do swej gry. A gra jest przewrotna i niebezpieczna i odbywa się zazwyczaj bez jakiejkolwiek świadomości uczestniczenia w niej osób, które w rzeczywistości są jej bohaterami. Uczestnictwo w grze jest o tyle trudne do rozszyfrowania, że jej podstawowym założeniem jest miażdżąca krytyka w stosunku do twórczości Rahima (korekta profesora Gołogórskiego), jego całkowita deprecjacja jako artysty i człowieka, przeobrażająca się w niektórych przypadkach w skrajną nienawiść (film o Szumcu). A wszystko to odbywa się według precyzyjnie zaplanowanego, przez Rahima scenariusza, dzięki jego niezwykłej umiejętności wykorzystywania każdej sytuacji, w jakiej się znajduje, a przede wszystkim dzięki świadomej prowokacji. Rahim jest nie tylko powodem powstania tych sytuacji/prac, ich inicjatorem i aranżatorem, jest on przede wszystkim ich absolutnym autorem jak np. w przypadku wcielenia się w rolę donosiciela na Rahima Blaka, który razem z prezesem Instytut Piotra Skargi opracowuje plan skompromitowania i wyrzucenia z Akademii Rahima czy też w pisanych na swój temat obraźliwych artykułach, które podpisuje nie swoim nazwiskiem. To specyficzne, antyportfolio, które sam tworzy jest tak naprawdę niezwykle wyrafinowaną i niebezpieczną drogą dotarcia do samej istoty twórczości i kreacji artystycznej poprzez jej negatywną definicję. Sztuka jest zawsze ostatecznym celem Rahima Blaka. Każda sytuacja, w której się znajduje jest dla niego polem działania, materiałem do wykorzystania, stanowi dla niego punkt wyjścia dla stworzenia kolejnej pracy. I z pewnością nie będzie inaczej w przypadku tej wystawy.

Karolina Nowak

XXXVII wystawa indywidualna Rahima Blaka jest mitem. Mitem zbudowanym z serii małych mitów, bowiem każda z prezentowanych prac jest w pewnym sensie zmitologizowana. Każda jest obrazem skradzionym, co ciekawe skradzionym z własnego życiorysu Rahima Blaka. Mit ten zbudowany jest z elementów rzeczywistości: dokumentów, dyplomów, reportaży, artykułów prasowych. Wszystkie te elementy zostały wyrwane z kontekstu i zmonumentalizowane przez format bądź sposób prezentacji. Kolekcjonowane przez artystę fakty, realnie istniejące znaki, zawłaszczone na potrzeby sztuki, ulegają procesowi przesunięcia sensu. Wystawa zbudowana jest wokół wypowiedzi różnych ludzi na temat Rahima, lub reakcji na jego osobę, często negatywnych. Relacje te układają się w pewną historię, tworzą pewien obraz, definicję Rahima Blaka.

Prace Rahima dotykają, więc problemu jego własnej tożsamości. Tożsamości budowanej w relacji z innym człowiekiem, w relacji z przedmiotami, instytucjami, środowiskiem czy narodem. Ale też tożsamości opartej na kreacji. Artysta manipuluje własnym wizerunkiem. Przyprawia sobie „gęby”, kolekcjonuje je. Raz występuje jako student, innym razem jako patriota, skandalista, cudowne dziecko, młody buntownik, wzorowy uczeń. Jest jednocześnie tematem i twórcą tych przedstawień. Rahim zawłaszcza swoją historię, wykorzystuje ją jako materiał własnych prac. Zespala wszystkie wizerunki w jeden. Balansuje na linii pomiędzy podmiotem a przedmiotem. Pyta o udział innego w konstruowaniu własnego obrazu, o adekwatność takiego wizerunku i możliwość budowania na nim własnej tożsamości. Bawiąc się zmitologizowanymi obrazami samego siebie, poszukuje w rzeczywistości ich przejawów i dowodów na ich istnienie.

Rahim bawi się również mitem artysty demiurga, samotnego geniusza, cudownego dziecka. Czy wykreowane przez innych wizerunki młodego artysty mogą stać się jego własnym dziełem sztuki.? Czy są dowodem na jego istnienie? Czy istnieje pomiędzy nimi hierarchia ważności? Rahim sytuuje swoje istnienie jako artysty w zderzeniu pomiędzy sztuką a instytucją, jednostką a systemem, podmiotem i przedmiotem. Co stanowi o jego statusie artysty? Dyplom, artykuł w gazecie, pochwały Profesora Zina, a może fakt bycia w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie? Z tej perspektywy wystawa ta dotyka również problemu manipulacji. Manipulacji artysty i manipulacji artystą. Mówi o uwikłania sztuki w politykę, o edukacji artystycznej, różnych sposobach legitymacji statusu artysty, a tym samym o świecie artystycznym, który tej legitymacji oczekuje.

Rahim zawłaszcza sytuacje, ludzi, okoliczności. Często też je prowokuje po to, żeby później je zawłaszczyć. Można by pomyśleć, że manipulowany chłopiec stał się mistrzem manipulacji. Być może tak jest, choć działań Rahima nie nazwałabym manipulacją. On raczej umożliwia, stwarza dogodne sytuacje, wybiera odpowiednich ludzi. To jego niezwykła błyskotliwość, przenikliwość i wyczucie pozwalają mu osiągnąć tak niebywałe efekty. Bohaterowie jego filmów, komentatorzy jego twórczości stają się symbolami pewnego sposobu myślenia, postawy czy środowiska. Ta właśnie relacja pomiędzy indywidualnym doświadczeniem a symbolem, znakiem bardziej uniwersalnym, nadaje jego pracom głęboki sens i komplikuje ścieżki naszego rozumienia.

Magdalena Szędzielarz